Australian Open 2018 niepostrzeżenie wszedł w ostateczną fazę, a za kilka dni będzie już tylko historią. Dziś poznaliśmy pary półfinałowe turnieju mężczyzn i kobiet. W turnieju panów obrodziło niespodziankami, a z imprezą pożegnali się m.in. Rafael Nadal czy Novak Djoković. Pozostał jednak obrońca tytułu sprzed roku i główny faworyt. 36-letni Szwajcar wciąż miewa się znakomicie i pewnym krokiem zmierza po 20. w karierze tytuł wielkoszlemowy!
Już przed turniejem „Król Roger” był faworytem nr 1, ale wydawało się, że Nadal, Djoković, Zverever czy Dimitrow mogą mu zagrozić – szczególnie predestynowany był do tego lider światowego rankingu, ubiegłoroczny finalista z Australii i triumfator French Open oraz US Open – Nadal. Niespodziewanie jednak Nadal uległ w ćwierćfinale Marinowi Ciliciowi, kreczując w piątym secie. Kłopoty zdrowotne miały wykluczyć Hiszpana już przed rozpoczęciem imprezy, ale ostatecznie odwieczny rywal Federera pojawił się w Melbourne, gdzie szedł jak burza, aż do ćwierćfinału. Tam czar prysł.
Czar Federera nie prysł ani na moment, bo szwajcarski arcymistrz tenisa nie stracił jeszcze w Australian Open 2018 nawet seta! Był tego blisko szczególnie w pierwszym secie ćwierćfinałowego starcia z Tomaszem Berdychem, ale Czech ostatecznie pokpił sprawę i przegrał w tie-breaku. Dwa kolejne sety także padły łupem Federera i ten ma prawo czuć się w komfortowej sytuacji. W półfinale trafił na mało znanego, będącego sensacją tej imprezy, Koreańczyka Hyeona Chunga. 21-latek robi furorę w Australii, bo w pokonanym polu pozostawił już wspomnianych Djokovicia i A. Zvereva. Federer nie może więc zlekceważyć Chunga, bo za chwilę może zostać kolejną wielką ofiarą młodzieńca z Azji, który wdarł się do elity Australian Open przebojem.
W pierwszym półfinale pogromca Nadala, Marin Cilić, zmierzy się z Kylem Edmundem, niespodzianką nr 2 turnieju. Brytyjczyk nie eliminował może największych gwiazd światowego tenisa, ale pokonanie Dimitrowa w ćwierćfinale czy wcześniej Istomina (ubiegłoroczny pogromca Djokovicia) to wyniki godne uwagi, a nawet poklasku. Nagle urodzony w RPA 23-latek stanął u wrót finału Wielkiego Szlema, ale faworytem będzie znacznie bardzie zaprawiony w bojach Cilić, który może mieć chrapkę na rewanż za Wimbledon 2017, kiedy to Federer rozprawił się z nim gładko. Chorwat miał wtedy problemy zdrowotne i nie był w stanie zagrać na 100% swoich możliwości.
O ile w turnieju panów każdy inny zestaw finalistów niż Cilić – Federer odebrany będzie jako dużego formatu niespodzianka, o tyle wśród pań sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Najmniej spodziewaną uczestniczką półfinałów jest Elise Mertens. Belgijka po drodze rozprawiła się m.in. z Eliną Svitoliną czy Alize Cornet. Co godne podkreślenia 22-latka, dla której do tej pory największym sukcesem w Wielkim Szlemie była trzecia runda Rolanda Garrosa 2017, nie straciła jeszcze w Australii seta! Wszystkie pozostałe półfinalistki przynajmniej raz zaznały smak setowej porażki. W półfinale Mertens zmierzy się z turniejową „dwójką” – Caroline Wozniacki. Doświadczenie przemawia Dunką polskiego pochodzenia, ale to tylko dywagacje.
Drugą parę półfinałową tworzą Simona Halep i Angelique Kerber. Obie panie swoje ćwierćfinały wygrały do zera i obie nie są na pewno przypadkowymi półfinalistkami. Halep to nr 1 drabinki, która wciąż jednak nie wygrała jeszcze w karierze turnieju wielkoszlemowego. Półfinał to także jej najlepszy wynik w Australii, ale Rumunka nie zamierza na tym poprzestawać. Kerber w 2016 roku wygrała dwa Wielkie Szlemy – właśnie Australian Open i US Open, więc Niemka (notabene tak jak Wozniacki, także polskiego pochodzenia), ma tu przewagę psychologiczną nad Halep i wygląda na to, że jest faworytką półfinału, a także całej imprezy. Na rozkładzie w Australii ma już choćby Madison Keys czy Marię Szarapową.