
Iga Świątek zwyciężczynią French Open 2024. Zgodnie z przewidywaniami bukmacherów, ekspertów i większości kibiców – Polka nie miała większych kłopotów z pokonaniem Jasmine Paolini. To czwarty triumf Igi w Paryżu, a trzeci z rzędu.
Paolini osiągnęła życiowy sukces. Do tej pory nie była w turnieju wielkoszlemowym wyżej niż w IV rundzie, co zresztą pierwszy raz udało jej się w tym roku, w Australian Open. Nie mówimy jednak o młodej zawodniczce, która dopiero wchodzi do „touru”, a o 28-latce. Paolini gra więc sezon życia, a w sobotę stanęła przed szansą na wejście do historii tenisa, którą piszą zwyciężczynię najważniejszych czterech turniejów. Problem był tylko jeden – rywalka po drugiej stronie siatki, niekwestionowana królowa Paryża i ceglastej nawierzchni w ogóle. Na dodatek tenisistka, która piekielnie rzadko przegrywa finały.
I oczywiście nie przegrała również tym razem. Iga Świątek jakiekolwiek problemy miała tylko na początku. Wygrała pierwszego gema. W drugim wyszła od stanu 0:40 do własnej przewagi, ale finalnie przegrała. W trzecim gemie dała się przełamać Paolini, która grała zaskakująco dobrze, utrzymując trudne wymiany z liderką rankingu, a nawet narzucając w nich swoje warunki. Miał być łatwy, lekki i przyjemny finał, a tymczasem po trzech gemach Włoszka prowadziła 2:1 z przełamaniem.
I to był koniec dobrych wiadomości dla tenisistki, której mama pochodzi z Łodzi. Przegrała 11 kolejnych gemów. Świątek robiła na korcie, co chciała. Pierwszy set zakończył się więc wynikiem 6:2 na korzyść Polki, a w drugim zrobiło się 5:0. Pachniało kolejnym „bajglem” wypieczonym przez naszą mistrzynie, ale skończyło się „tylko” na paluchu, bowiem ambitna Paolini wyszarpała jeszcze honorowego gema w drugim secie. Kolejny padł łupem Świątek, która po raptem 67 minutach finału mogła cieszyć się ze swojego piątego wielkoszlemowego tytułu, a już czwartego na paryskiej „cegle”. Do 14 zwycięstw Rafaela Nadala, które są – jak się wydaje – niepobijalnym rekordem, jeszcze bardzo daleko. Tym niemniej Iga pisze swoją historię, a mając zaledwie 23 lata na karku ma pełne prawo myśleć o jeszcze niejednej wiktorii pod Wieżą Eiffla.
Przede wszystkim Igę czeka jednak powrót na korty Rolanda Garrosa. Już w końcówce lipca rozpoczynają się bowiem Igrzyska Olimpijskie w Paryżu, a turniej tenisowy rozgrywany będzie właśnie na jej ulubionych kortach. Polka ma zagrać w singlu oraz w mikście, gdzie stworzy duet z Hubertem Hurkaczem. Można być dobrej myśli, patrząc na formę Igi i łatwość, z jaką pokonywała większość rywalek w tym turnieju. Problemy sprawiła jej tylko Naomi Osaka – za to absolutnie skrajne, bowiem Iga przegrywała 2:5 w trzecim secie, a potem przy stanie 3:5 broniła piłki meczowej. Ostatecznie wygrała 7:5, wracając z niesłychanie dalekiej podróży. Jednocześnie od tego meczu jej droga po czwarty sukces we French Open była już bardzo gładka – bez straty seta, praktycznie bez żadnych większych perturbacji.
Tegoroczny turniej na kortach Rolanda Garrosa zakończy niedzielny finał singla mężczyzn, w którym Carlos Alcaraz zagra z Alexandrem Zverevem. Hiszpan po epickim boju pokonał w piątek nowego lidera rankingu ATP, Jannika Sinnera. Zverev okazał się lepszy od Caspera Ruuda. Co ciekawe, Niemiec wciąż nie wygrał w swojej karierze turnieju wielkoszlemowego – dziś staje przed swoją drugą szansą. Pierwszą był finał US Open 2020, przegrany z Dominikiem Thiemem. To ten turniej, kiedy Novak Djokovic został wyrzucony za trafienie piłeczką w sędzię boczną. Z kolei Alcaraz gra o swój trzeci turniej wielkoszlemowy, po US Open 2022 i Wimbledonie 2023. Hiszpan ma 21 lat.