
W sobotę w Abu Zabi odbyła się gala UFC Fight Island, w walce wieczoru której Holly Holm skrzyżowała rękawice z Irene Aldaną.
Była mistrzyni kategorii koguciej Holly Holm była tylko minimalną faworytką bukmacherską przed potyczką z Irene Aldaną, która uświetniła sobotnią galę UFC Fight Island w Abu Zabi. Jednak realia oktagonowe okazały się znacznie mniej przyjemne dla Meksykanki – dominacja Amerykanki od pierwszej do ostatniej sekundy pojedynku nie podlegała bowiem żadnej dyskusji.
W stójce Holm walczyła ze wstecznego, będąc nieuchwytną dla Aldany. Regularnie karciła nacierającą przeciwniczkę soczystym krzyżowym oraz bocznymi kopnięciami na korpus i głowę. Nieustannie straszyła ją też próbami zapaśniczymi, finalizując kilka obaleń.
W ostatniej rundzie Amerykanka podkręciła tempo, będąc bliską skończenia okrutnie już porozbijanej, choć charakternej Meksykanki. Ta jednak przetrwała do końcowej syreny.
Werdykt był formalnością – wszyscy sędziowie wskazali na Holly Holm, która odnosząc drugie z rzędu zwycięstwo, udowodniła, że nie składa broni w walce o odzyskanie należącego do Amandy Nunes tytułu mistrzowskiego 135 funtów.
@HollyHolm is still a threat in the BW division #UFCFightIsland4 pic.twitter.com/iZIv16UIcM
— UFC (@ufc) October 4, 2020
– Będę nadal ciężko pracowała – powiedziała 39-letnia zwyciężczyni. – Wiem, że Amanda ma teraz wiele pracy, bo ma już zestawiony kolejny pojedynek. Jest wiele mocnych dziewczyn, które wspinają się coraz wyżej. Kategoria kogucia zawsze była mocna, więc nie skupiam się na niczym konkretnym. Poczekam, aż pojawi się odpowiednia okazja i stoczę kolejną walkę. Z kimkolwiek by ona nie była, włożę w nią swoje serce i duszę.
Formą błysnęła też w Abu Zabi była mistrzyni wagi piórkowej Germaine de Randamie. Holenderka była co prawda faworytką w konfrontacji z Julianną Peną, ale konia z rzędem temu, kto przewidziałby, że podda ona rywalkę – a tak właśnie się stało w trzeciej rundzie.
Wydaje się, że zestawienie rewanżu de Randamie z Holm – pierwsza walka padła łupem Holenderki – w charakterze eliminatora do walki o tytuł mistrzowski jest ze wszech miar realne.
W pojedynku wieńczącym kartę wstępną spotkali się dwaj zaprawieni w bojach weterani, Carlos Condit, który swego czasu zasiadał na tymczasowym tronie mistrzowskim 170 funtów, oraz Court McGee, zwycięzca The Ultimate Fighter 11.
Niespodziewanie McGee kompletnie zrezygnował z prób zapaśniczych, tocząc pojedynek z Conditem wyłącznie w stójce – a tam to Urodzony Zabójca rozdawał karty, w ostatniej sekundzie pierwszej rundy łamiąc nawet rywalowi nos soczystym prawym. McGee przetrwał do końca pojedynku, ale wszyscy sędziowie punktowi wskazali jednogłośnie na Condita, który w ten sposób przerwał czarną serię aż pięciu kolejnych porażek.
NBK @CarlosCondit back in winning form #UFCFightIsland4 on E+ pic.twitter.com/sEsNLP7NFT
— UFC (@ufc) October 4, 2020
W następnym pojedynku Carlos Condit chciałby stanąć do rewanżu z Nickiem Diazem, którego kilka lat temu wypunktował po niezwykle taktycznej walce, albo niesłynącym z kalkulowania w oktagonie weteranem Mattem Brownem.