
Rozpiska sobotniej gali UFC Fight Night jest medialnie batożona na całym świecie – poza Polską.
Karta walka sobotniego wydarzenia w Las Vegas jest gremialnie określana mianem jednej z najsłabszych – a może najsłabszą? – w historii amerykańskiego giganta. Nie zachęca do niej też lokalizacja gali – odbędzie się ona bowiem w centrum UFC APEX, niewielkiej hali należącej do amerykańskiego giganta.
Wydarzenie ratuje jednak – przynajmniej nad Wisłą – obsada w walce wieczoru. Tamże bowiem dojdzie do rewanżowego starcia pomiędzy Marcinem Tyburą i Sergeyem Spivakiem.
“Tybur” – najlepszy zawodnik wagi ciężkiej w historii polskiego MMA – jest już zaprawionym w bojach weteranem UFC, dla którego będzie to już dwudziesty występ pod sztandarem amerykańskiego giganta. Więcej wśród polskich zawodników ma tylko były mistrz wagi półciężkiej Jan Błachowicz, który stoczył w oktagonie dwadzieścia jeden pojedynków.
Dla Marcin Tybury będzie to czwarta walka wieczoru w UFC. Tym samym uniejowianin zdystansuje Joannę Jędrzejczyk, która trzykrotnie wojowała w “main eventach”, ustępując tylko wspomnianemu “Cieszyńskiemu Księciowi”, który wystąpił w siedmiu walkach wieczoru UFC.
Do pierwszej walki Marcina Tybury z Sergeyem Spivakiem doszło w lutym 2020 roku. Polak podchodził wówczas do niej po dwóch porażkach i aż czterech w poprzednich pięciu występach. Innymi słowy – walczył o pozostanie na pokładzie UFC. Misję tę zakończył sukcesem – pokonał Mołdawianina jednogłośną decyzją sędziowską, przedłużając współpracę z amerykańską organizacją.
Od czasu pierwszej walki obaj zawodnicy radzili sobie bardzo dobrze. Marcin wygrał siedem z dziewięciu następnych walk, a Sergey – sześć z ośmiu. Dziś sąsiadują ze sobą w rankingu wagi ciężkiej – Polak jest sklasyfikowany na 8. pozycji, a Mołdawianin jest 9.
Uniejowianin przyznał natomiast, że gdy otrzymał propozycję rewanżu ze Spivakiem, w zachwyt nie popadł, choć z czasem swoje nastawienie zmienił.
– Na początku pomyślałem, że w tym rewanżu nie mam nic do ugrania – powiedział Marcin w rozmowie z Cageside Press. – Taka była moja pierwsza myśl. Druga myśl była jednak taka, że być może to jedyna walka, jaką mogę dostać teraz. Może na inne walki musiałbym poczekać dłużej.
– Nie lubię pozostawać w treningu, nie mając żadnej walki, więc się zgodziłem. Staram się być dobrym pracownikiem. Dla mnie jest więc w porządku. Zawsze dobrze mieć walki, bo widzę, że wielu innych zawodników ma problem z dostawaniem pojedynków. Zgodziłem się więc. Robimy to.
Pomimo iż wygrał pierwsze starcie ze Spivakiem, przed rewanżem Tybura jest niewielkim bukmacherskim underdogiem. Może mieć na to wpływ zaawansowany wiek Polaka, który ma na karku 38 lat, podczas gdy Mołdawianin jest o prawie dekadę młodszy. Warto odnotować też, że Spivak zdecydowanie zmężniał od czasu pierwszej walki z Tyburą – wychodził do niej wtedy, ważąc 106 kilogramów, podczas gdy w ostatnich walkach wnosił do oktagonu około 116 kilogramów. Niewątpliwie będzie silniejszy fizycznie niż w pierwszej potyczce – pytanie natomiast, czy dodatkowe “mięso” nie odbije się na jego wydolności? Kondycja natomiast zawsze była ważnym atutem Marcina.