Skip to main content

W sobotę w Houston dobiegnie końca bezkrólewie w kategorii lekkiej UFC.

 

Sobotnia gala UFC 262, która odbędzie się przy pełnych trybunach Toyota Center w Houston, zapowiada się wybornie.

 

Wydarzenie uświetni starcie na szczycie kategorii lekkiej pomiędzy idącym jak burza Charlesem Oliveirą i mającym za sobą rewelacyjny debiut w oktagonie amerykańskiego giganta Michaelem Chandlerem, byłym mistrzem 155 funtów Bellatora.

 

Brazylijsko-amerykański duet powalczy o tron dywizji lekkiej, opuszczony kilka miesięcy temu przez niepokonanego Khabiba Nurmagomedova, który nie dał się namówić szefowi UFC Danie White’owi na powrót do oktagonu.

 

Charles Oliveira walczy pod sztandarem amerykańskiego giganta od – bagatela! – 2010 roku. Polegając na początku swojej przygody z UFC niemal wyłącznie na swoich bajecznych umiejętnościach parterowych – jest rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę poddań w oktagonie – występował w kategorii piórkowej, kilka razy mając jednak problemy ze zmieszczeniem się w limicie wagowym.

 

Migracja do 155 funtów okazała się dla Do Bronxa strzałem w dziesiątkę, choć pierwotnie zapierał się przed nią rękami i nogami. Fakty jednak są takie, że od czasu przejścia do wagi lekkiej wygrał dziewięć z jedenastu walk – w tym aż osiem przed czasem! – a obecnie może pochwalić się serią ośmiu wiktorii. Przepustką do walki o złoto okazało się dla niego starcie z byłym tymczasowym mistrzem Tonym Fergusonem, którego zdominował w grudniu ubiegłego roku.

 

Michael Chandler przez dekadę wojował pod sztandarem Bellatora, dwukrotnie sięgając tam po koronę wagi lekkiej. Miał też jednak słabsze momenty, chociażby w latach 2013-2014 przegrywając aż trzy walki z rzędu. Nie złożył jednak broni, powracając na zwycięskie tory.

 

W zeszłym roku opuścił do
tychczasowego pracodawcę, przenosząc się do UFC, gdzie w debiucie zdemolował w pierwszej rundzie Daniela Hookera. Wiktoria ta katapultowała go do boju mistrzowskiego.

 

– Myślę, że wraz z pierwszym uderzeniem, które dosięgnie Charlesa Oliveirę – i nie ma znaczenia, czy trafi na korpus, w ramię czy w głowę – zda sobie sprawę, że stoi naprzeciwko niego inny rodzaj zawodnika – stwierdził Amerykanin w rozmowie z ESPN.com.

 

– Kevin Lee jest znany ze swoich rąk, ale nie jest nawet blisko mnie pod kątem szybkości i mocy w uderzeniach. Tony Ferguson? Pod względem stójkowym nie wnosi wiele. Uważam, że nie tylko w tej ostatniej serii ośmiu zwycięstw, jaką ma na koncie, ale też w całej karierze Charles nigdy nie walczył z rywalem, który ma takie szybkość i moc, jakie mam ja.

 

– Spodziewam się nokautu w pierwszej bądź drugiej rundzie, ale ludzie niech się lepiej przygotują na 25-minutową wojnę – zapowiedział Chandler. – Gdy wychodzisz do kogoś takiego jak Charles, może czekać cię najgorsze 25 minut w twoim życiu. Jest niepokonany od ośmiu walk. To jego okazja, aby się pokazać. Zobaczymy więc jego najlepszą wersję. Nie będzie to łatwe, ale wierzę, że wygram.

 

Niewielkim bukmacherskim faworytem jest Charles Oliveira. Brazylijczyk posiada znacznie bogatszy arsenał uderzeń w stójce, będąc też groźniejszym w parterze. Z drugiej jednak strony, Amerykanin uderza naprawdę mocno, a w pierwszych minutach będzie też prawdopodobnie miał po swojej stronie sporą przewagę szybkościową.

Kapitalnie zapowiadają się jeszcze dwa inne starcie, które odbędą się w sobotę w Toyota Center. Rozpędzony serią sześciu zwycięstw, zdecydowanie niekalkulujący w oktagonie Beneil Dariush stanie przed największym w karierze wyzwaniem, krzyżując pięści z byłym tymczasowym mistrzem wagi lekkiej Tonym Fergusonem. El Cucuy powalczy o powrót na zwycięskie tory po dwóch porażkach.

Z kolei w kategorii piórkowej fajerwerki zwiastuje pojedynek Edsona Barbozy z Shanem Burgosem. Brazylijczyk to jeden z najlepszych specjalistów od kopnięć w całym UFC, podczas gdy Amerykanin to charakterny, agresywnie walczący bitnik, który wyróżnia się przede wszystkim w obszarze pięściarskim.

Related Articles