Skip to main content

Nieprawdopodobne widowisko w walce wieczoru sobotniej gali UFC Fight Night dali Jiri Prochazka i Dominick Reyes.

 

Kilka pierwszych pojedynków sobotniej gali UFC Fight Night, która odbyła się w Las Vegas, zdecydowanie nie porwało – kończyły się decyzjami sędziowskimi – ale co-main event i walka wieczoru okazały się widowiskami, które na długo zapadną w pamięci fanów.

 

Zanim jednak doszło do dwóch ostatnich starć, w oktagonie pojawili się Krzysztof Jotko i Sean Strickland – obaj walczący o czwarte zwycięstwo z rzędu.

 

Pojedynek okazał się jednostronnym widowiskiem. Amerykanin przez 15 minut wywierał presję, kąsając oddającego pole Polaka szybkimi prostymi i niskimi kopnięciami. Jotko miał swoje momenty, ale jego celne uderzenia nie robiły większego wrażenia na metodycznie nacierającym Stricklandzie.

Werdykt sędziowski był formalnością. Wszyscy sędziowie orzekli o zwycięstwie Amerykanina. Tym samym plany powrotu do czołowej piętnastki kategorii średniej Krzysztof Jotko musi odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość.

co-main evencie gali Giga Chikadze potrzebował ledwie 63 sekundy, aby rozprawić się z zaprawionym w bojach weteranem Cubem Swansonem. Gruzin ustrzelił Amerykanina soczystym kopnięciem na wątrobę, odnosząc tym samym już szóste zwycięstwo z rzędu pod sztandarem UFC. Teraz Chikadze liczy na walkę z czołowymi piórkowymi.

 

Po sobotniej gali na ustach całego świata MMA znalazł się jednak ktoś inny – Jiri Prochazka. W walce wieczoru nieprawdopodobnie efektownie walczący Czech po szalonej chwilami bijatyce, w której szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę, w drugiej rundzie nieprawdopodobnym obrotowym łokciem znokautował porozbijanego już i wymęczonego na tym etapie walki Dominicka Reyesa.

Dla oktagonowego rzeźnika z Czech jest to drugie efektowne zwycięstwo pod banderą amerykańskiego giganta. W zeszłorocznym debiucie po szalonym starciu brutalnie znokautował Volkana Oezdemira. Nic zatem dziwnego,
że po takich występach Jiri Prochazka uchodzi za głównego kandydata do walki o tytuł mistrzowski wagi półciężkiej, o losach którego zadecyduje wrześniowe starcie Jana Błachowicza z Gloverem Teixeirą.

 

– Tak, uważam, że zasługuję na walkę o pas, ale moja podróż w UFC jest tak szybka, że aż nie sprawia mi takiej przyjemności, jak bym chciał – powiedział Jiri podczas konferencji prasowej po gali. – Ale tak, myślę, że zasługuję na walkę o pas.

 

Co zaś tyczy się zwycięstwa z Dominickiem Reyesem, Czech przyznał, że nie był w pełni zadowolony z przebiegu pojedynku.

– Toczyłem lepsze walki, bo tej nie miałem cały czas pod kontrolą – przyznał. – Dominick zaskoczył mnie wiele razy. Dla człowieka takiego jak ja, nie jest to dobre, bo chcę być w tym najlepszy. A gdy ktoś jest najlepszy, to nie wygląda to w ten sposób.

 

– Było tyle szans, żeby skończyć tę walkę wcześniej. Nie chcę przebywać w klatce tak długo. Po co toczyć takie krwawe wojny? To nie jest doskonałość, a ja szukam doskonałości. To nie było doskonałe.

Co dalej z Dominickiem Reyesem? Nie wiadomo. Porażka z Jirim Prochazką jest dla niego już trzecią z rzędu.

Related Articles