
Kapitalnie zapowiada się sobotnia gala UFC 263, która odbędzie się przy pełnych trybunach Gila River Arena w Glendale w stanie Arizona.
W walce wieczoru do rewanżu staną zdecydowanie sympatią do siebie niepałający mistrz kategorii średniej Israel Adesanya i dybiący na jego tron Marvin Vettori.
Do pierwszej nigeryjsko-włoskiej konfrontacji doszło trzy lata temu. The Last Stylebender pokonał wówczas Vettoriego niejednogłośną decyzją sędziowską, choć Włoch nigdy nie pogodził się z takim werdyktem, jak mantrę powtarzając, że to jego ręka winna była powędrować w górę.
Mający na koncie dwie udane obrony tytułu nigeryjski mistrz był ostatnio widziany w akcji podczas marcowej gali UFC 259. W starciu o złoto wagi półciężkiej zmuszony był jednak uznać wyższość Jana Błachowicza, doznając pierwszej w karierze porażki. Wcześniej Nigeryjczyk obronił odebrany Robertowi Whittakerowi tytuł 185 funtów w starciach z Yoelem Romero, którego wypunktował, oraz Paulo Costą, którego w świetnym stylu rozbił i znokautował.
Od czasu porażki z Israelem Adesanyą Marvin Vettori wygrał pięć pojedynków, którymi utorował sobie drogę do rozgrywki mistrzowskiej. W pokonanym polu zostawiał między innymi Jacka Hermanssona oraz Karla Robersona. Ostatnie starcie stoczył podczas kwietniowej gali UFC on ABC 2, dominując zapaśniczo na pełnym dystansie Kevina Hollanda.
Sporym bukmacherskim faworytem walki jest nigeryjski champion. Co prawda Jan Błachowicz pokazał, jak sobie z nim poradzić – zarówno w stójce, jak i w obszarze chwytanym – ale Marvin Vettori nie wydaje się tak sprawnym zawodnikiem jak walczący przecież w kategorii półciężkiej – a zatem też znacznie silniejszy – Polak.
Ciekawie zapowiada się również co-main event, w którym także w rewanżu o tron wagi muszej powalczą Deiveson Figueiredo i Brandon Moreno. Do pierwszego starcia doszło w grudniu ubiegłego roku – po wojnie na wyniszczenie sędziowie orzekli o większościowym remisie, który pozwolił mocno wówczas faworyzowanemu Brazylijczykowi na utrzymanie tronu.
Officially less than a week out
[ #UFC263 | June 12 on ESPN+ PPV: https://t.co/dCapuQlqjz ] pic.twitter.com/FFiw3Z6LYK
— UFC (@ufc) June 6, 2021
W drodze do gali UFC 263 najwięcej mówi się jednak o innej walce – niemistrzowskiej, choć także zaplanowanej na pięć rund. Chodzi oczywiście o konfrontację powracającego do akcji po półtorarocznej przerwie Nate’a Diaza – jednej z największym gwiazd organizacji – z rozpędzonym serią ośmiu zwycięstw Leonem Edwardsem, który od dawna nie ukrywa mistrzowskich aspiracji w 170 funtach.
The realest of the real @NateDiaz209
[ #UFC263 | Saturday LIVE on E+ PPV: https://t.co/dCapuQD1b7 ] pic.twitter.com/VRhQtw2xGq
— UFC (@ufc) June 10, 2021
Dlaczego Amerykanin, który od dawien dawna gustował w wielkich walkach, zdecydował się na konfrontację z bardzo mocnym sportowo, ale zdecydowanie niewyróżniającym się pod kątem rozpoznawalności Jamajczykiem? O tym krótko opowiedział w rozmowie z ESPN.com.
– Czekałem, aż cały świat nabierze trochę rozpędu – powiedział Diaz. – W zasadzie to tak naprawdę nie czekałem, ale chciałem po prostu wystąpić na dobrej rozpisce z fanami na trybunach.
– Był już czas, żeby powrócić, a on wygrywał, robił dobrą robotę. Ma ten swój imponujący bilansik i karierę, więc… Odbierzmy mu to g*wno.
– Chcę tam wyjść, dać dobre widowisko i wykonać robotę. Mam nadzieję, że wszyscy wyjdą z klatki zdrowi, ale na pewno idę tam, żeby zabić.
Bukmacherzy nie mają jednak wątpliwości, w roli zdecydowanego faworyta widząc Leona Edwardsa. Ba! Jamajczyk jest największym bukmacherskim faworytem w całej rozpisce sobotniej gali. Trudno się jednak temu dziwić, bo 36-letni już stocktończyk najlepsze lata kariery ma już za sobą, podczas gdy większy, rywalizujący na co dzień w wadze półśredniej Leon Edwards prezentował się ostatnio doskonale.