
W daniu głównym sobotniej gali UFC Fight Night w Las Vegas dojdzie do bardzo ważnej walki w czubie kategorii ciężkiej.
Curtis Blaydes i Derrick Lewis powalczą w najważniejszym starciu gali UFC Fight Night, która odbędzie się w sobotę w centrum UFC Apex w Las Vegas. Pierwotnie walka ta miała odbyć się w listopadzie ubiegłego roku, ale przekreśliło ją zakażenie koronawirusem Razora.
WHO YOU GOT?
Blaydes-Lewis! It finally goes down Saturday on #ESPNPlus pic.twitter.com/MjXvYlTkLK
— UFC (@ufc) February 18, 2021
Obaj zawodnicy należą do ścisłej czołówki kategorii ciężkiej. Sklasyfikowany na 2. miejscu w rankingu Curtis Blaydes wygrał dziewięć z jedenastu walk, jakie stoczył dotychczas pod sztandarem amerykańskiego giganta. Jego jedynym – dwukrotnym – pogromcą okazał się kowadłoręki Francis Ngannou. Obecnie Razor może pochwalić się serią czterech zwycięstw – między innymi nad Juniorem dos Santosem czy Alexandrem Volkovem.
Walczący swego czasu o złoto – przegrał przez poddanie z Danielem Cormierem – Derrick Lewis okupuje 4. miejsce w klasyfikacji. Obronną ręką wyszedł z trzech ostatnich pojedynków, w pokonanym polu zostawiając Alexeya Oleinika, Ilira Latifiego i Blagoia Ivanova.
Wydawać by się zatem mogło, że zwycięzca sobotniej batalii powinien utorować sobie drogę do pojedynku o tytuł mistrzowski, o którego losach 30 marca w rewanżu rozstrzygną Stipe Miocić i wspomniany Francis Ngannou. Rzecz jednak w tym, że głównodowodzący UFC Dana White na pretendenta do walki ze zwycięzcą tego starcia namaścił już przenoszącego się do 265 funtów byłego kingpina wagi półciężkiej Jona Jonesa.
– Spodziewałem się tego – przyznał Blaydes w rozmowie z ESPN. – W końcu to Jon Jones. Kasową walka. Jeśli Jon Jones chce walcz
yć o pas, to dostaje walkę o pas. Nie jestem w szoku.
– Czy uważam, że to sprawiedliwe? Nie. Jednak tak wygląda ten biznes. Nie chodzi w nim o to, co jest sprawiedliwe albo o to, kto na co zapracował.
30-letni Curtis Blaydes zaznaczył ponadto, że ma jeszcze wiele czasu na sięgnięcie po złoto – dlatego też nie ma problemu z tym, aby Jon Jones przeskoczył kolejkę, w swoim debiutanckim występie w kategorii królewskiej stając do walki o tytuł.
Co zaś tyczy się taktycznych aspektów sobotniego starcia z Czarną Bestią, wyróżniający się w obszarze zapaśniczym Razor postawił sprawę jasno. Podejdzie do tej konfrontacji identycznie jak do każdej poprzedniej, w tym ostatniej – tj. zwycięstwa nad Alexandrem Volkovem, którego po niezachwycającym, chwilami ciężkim do oglądania widowisku umęczył w klinczu i w parterze.
– Jeśli wygram w ten sam sposób co ostatnio, nie ma problemu – zapowiedział Blaydes. – Nadal będzie to zwycięstwo, nadal otrzymam bonus za zwycięstwo.
– Nie wiem, ilu ludzi to tak naprawdę obchodzi, ale mam rodzinę. Staram się wykarmić rodzinę. Nie interesuje mnie więc, że chcecie, abym ryzykował bonus za zwycięstwo – czyli w moim przypadku $100 tys. – i lał się w stójce z gościem, który ma fatalne zapasy. Pójdę właśnie w zapasy. To zrobię. Dopóki nie wybronisz wszystkich prób obaleń, będę szukał zapasów. Musisz mnie odstraszyć, a nie sądzę, aby Derrick był w stanie to zrobić.
Razor jest zresztą zdecydowanym bukmacherskim faworytem walki właśnie z uwagi na swoje doskonałe szlify zapaśnicze. Derrick Lewis nie jest bowiem gigantem, delikatnie rzecz ujmując, jeśli chodzi o defensywę przed obaleniami.
Z drugiej natomiast strony, warto jednak dodać, że utrzymanie Czarnej Bestii na plecach łatwe nie jest – może technika Derricka w walce na chwyty czasami woła o pomstę do nieba, ale jest on nieprawdopodobnie wręcz silny, co wykorzystuje przy powrotach na nogi. A tam – tj. w stójce – jest piekielnie niebezpieczny. Jego uderzenia ważą bowiem naprawdę dużo – dość powiedzieć, że aż 19 spośród 24 zwycięstw w karierze odniósł przez nokauty.