Skip to main content

W sobotę Marcin Tybura stanie przed szansą włączenia się do rozgrywki o najwyższe cele w kategorii ciężkiej UFC.

 

W lutym ubiegłego roku do walki z Sergeyem Spivakiem Marcin Tybura podchodził w bardzo trudnym położeniu. Powracał bowiem wówczas po dwóch z rzędu porażkach przez nokauty, a spośród pięciu ostatnich starć wygrał tylko jedno. Innymi słowy, walczył o pozostanie w UFC, bo na kolejną porażkę nie mógł sobie pozwolić.

 

Dziś, kilkanaście miesięcy i cztery walki później, sytuacja jest zupełnie inna – uniejowianin jest bowiem o krok od włączenia się do rywalizacji o najwyższe laury w kategorii królewskiej. A to za sprawą fantastycznego 2020 roku, jaki ma za sobą – najlepszego w swojej dotychczasowej karierze sportowej.

Wspomnianego Spivaka Tybura pewni wypunktował, ratując swoją posadę w UFC i łapiąc tym samym głębszy oddech przed kolejnymi potyczkami. Cztery miesiące później również jednogłośnie pokonał Maxima Grishina, notując pierwszą od trzech lat serię zwycięstw w oktagonie amerykańskiego giganta.

 

Na tym jednak nie poprzestał, bo w październiku w dobrym stylu pokonał decyzją sędziów solidnego Bena Rothwella, a fantastyczny rok zwieńczył w grudniu nokautem na cieszącym się sporą rozpoznawalnością w Stanach Zjednoczonych byłym futboliście Gregu Hardym.

 

Pierwotnie 2021 rok Marcin Tybura miał rozpocząć od pojedynku z Blagoiem Ivanovem, ale Bułgar nabawił się urazu, który wykluczył go z rywalizacji. Termin walki Polaka przesunięto i wyszykowano mu nowego przeciwnika – Waltera Harrisa. Do starcia tego dojdzie w co-main evencie sobotniej gali UFC Fight Night w Las Vegas.

 

38-letni Amerykanin przegrał co prawda dwa ostatnie pojedynki, padając pod uderzeniami Alexandra Volkova i Alistaira Overeema, ale nadal okupuje wysokie 8. miejsce w rankingu kategorii ciężkiej. Sklasyfikowany na 11. pozycji uniejowianin ma więc o co walczyć – jeśli wygra, najprawdopodobniej utoruje sobie drogę do Top 10 dywizji.

 

– Jest zawodnikiem mocno stójkowym – ocenił Harrisa Tybura w rozmowie z TVP Sport– Stójkę dość mocno ostatnio poprawiłem. Uważam, że zapasy i parter będą po mojej stronie, więc stylistycznie to dla mnie wymarzony rywal.

 

– Jak najbardziej będę chciał wdawać się w wymiany. Z Benem Rothwellem chociażby przewalczyłem 2,5 rundy w stójce i przynajmniej drugą wygrałem, więc czuję, że ta stójka idzie do przodu.

 

– Walter Harris bardzo agresywnie idzie w pierwszej rundzie, więc to może być problemem. Natomiast mocno pracujemy na defensywą z trenerem Andrzejem Kościelskim i myślę, że tutaj sobie krzywdy nie dam zrobić. A sądzę, że cardio będzie po mojej stronie.

 

– Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeżeli powiem, że szykujemy tutaj parę takich ciosów, które mają trafić, oraz parę kopnięć. W stójce przede wszystkim. A zapasy i parter szlifujemy cały czas. Czy to jest Walt Harris, czy to byłby inny zawodnik, tutaj robilibyśmy to samo. Oczywiście zapasy są szykowane teraz pod mańkuta, bo Walt Harris walczy z lewej pozycji.

 

Nasz zawodnik jest sporym bukmacherskim faworytem zawodów, czemu trudno się dziwić. Jeśli tylko nie da się znokautować w pierwszych minutach rywalizacji – wtedy Amerykanin jest najgroźniejszy, chętnie rozpuszczając potężne uderzenia – od drugiej rundy powinien stopniowo zacząć przejmować stery pojedynku w swoje ręce. A to za sprawą bardzo dobrej kondycji i szerszego wachlarza umiejętności, szczególnie w obszarze walki na chwyty.

Tybur skupia się póki co wyłącznie na konfrontacji z Walterem Harrisem, ale zdradził, że jeśli wyszedłby z niej obronną ręką, odnosząc piąte z rzędu zwycięstwo, w kolejnym pojedynku chciałby powalczyć ze zwycięzcą walki wieczoru sobotniej gali – tam rękawice skrzyżują Augusto Sakai i Jairzinho Rozenstruik.

Related Articles