
Pojedynek wieńczący sobotnią galę UFC Fight Night w Las Vegas okazał się widowiskiem jednostronnym i paradnym zarazem.
Zdecydowanie nie tak potyczkę z Derekiem Brunsonem – swój pierwszy main event w karierze – wyobrażał sobie faworyzowany przez bukmacherów Kevin Holland podczas sobotniej gali UFC Fight Night w Las Vegas.
Przez pięć rund Trailblazer był bowiem dominowany zapaśniczo, wycierając plecami matę oktagonu. Gdy tylko wykonał kilka dobrych akcji – raz nawet posyłając Brunsona na moment na deski – kończył na plecach. Nie był w stanie utrzymać w stójce dystansu, wybronić się przed obaleniami.
Natomiast buzia nie zamykała mu się ani ma moment. Nieustannie mówił coś do rywala, prowokował go, komentował jego udane i nieudane akcje – nawet gdy znajdował się na plecach, kontrolowany i obijany.
Na tym jednak nie koniec, bo również w przerwach między rundami nieustannie perorował, zachęcając siedzącego blisko oktagonu emerytowanego mistrza wagi lekkiej Khabiba Nurmagomedova – wybornego zapaśnika – aby dołączył do jego narożnika i powiedział mu, jak powstrzymać obalenia Dereka Brunsona.
Coach Khabib tried to help Kevin Holland at #UFCVegas22
(via @TeamKhabib) pic.twitter.com/RrluNfygkL
— ESPN MMA (@espnmma) March 21, 2021
Gdy natomiast w piątej rundzie sam zaskoczył rywala obaleniem, nie posiadał się z radości, świętując, jakby co najmniej sięgnął po pas mistrzowski. „Bez względu na wynik jestem już zwycięzcą!” – wykrzyczał triumfalnie.
Esta pelea!!! #UFCVegas22 pic.twitter.com/qemLvrridg
— UFC Español (@UFCEspanol) March 21, 2021
Werdykt był formalnością. Wszyscy sędziowie wskazali na Dereka Brunsona, który odniósł tym samym czwarte zwycięstwo z rzędu, czyniąc ważny krok na drodze do włączenia się do rozgrywki mistrzowskiej w wadze średniej. Seria pięciu wiktorii Kevina Hollanda dobiegła natomiast końca.
Pod wrażeniem występu faworyta nie był szef UFC Dana White, który w jego gadulstwie i podejściu do walki doszukał się… problemów zdrowotnych!
– Myślę, że przeszedł tam załamanie psychiczne – ocenił w rozmowie z Yahoo! Sports. – Nie wiem, co tam wyprawiał. Wydaje mi się, że po prostu nie wytrzymał presji i pękł psychicznie. Nigdy nie widziałem czegoś takiego.
Tuż przed galą posypał się natomiast jej co-main event, czyli kapitalnie zapowiadające się starcie pomiędzy wybornym zapaśnikiem Gregorem Gillespiem i świetnym uderzaczem Bradem Riddellem. Powód? Koronawirus.
Furorę zrobił natomiast Adrian Yanez, który koncertowo rozprawił się z Gustavo Lopezem. Yanez zaprezentował się kapitalnie od strony pięściarskiej kilka razy fantastycznymi kontrami smagając przeciwnika. Skończył go na początku trzeciej rundy soczystym prawym.
WOW!!! @YanezMMA damas y caballeros #UFCVegas22 pic.twitter.com/Wy4M7WQ2TK
— UFC Español (@UFCEspanol) March 21, 2021
Dla Adriana Yaneza, który powoli wyrasta na jednego z najbardziej perspektywicznych zawodników wagi koguciej, jest to drugie z rzędu efektowne zwycięstwo w UFC.