Skip to main content

W starciu wieńczącym sobotnią galę UFC 260 w Las Vegas Stipe Miocić położy na szali pas mistrzowski wagi ciężkiej, stając do rewanżu z Francisem Ngannou.

 

W drodze do pierwszej walki, którą stoczyli trzy lata temu w ramach gali UFC 220, medialna promocja kręciła się niemal wyłącznie wokół Francisa Ngannou. Można wręcz rzec, że zanim Kameruńczyk wszedł do oktagonu z mistrzem Stipe Miociciem, został już wcześniej posadzony na tronie przez potężną machinę promocyjną UFC.

 

I tak też w drodze do tamtego pojedynku się zachowywał, ociekając wręcz pewnością siebie. Nie miał wątpliwości, że jedno li tylko dobre uderzenie dzielić będzie go od zdetronizowania Stipego Miocicia.

Oktagonowe realia okazały się jednak wówczas zupełnie inne. Amerykański mistrz przetrwał bowiem nawałnicę ze strony Kameruńczyka w pierwszej rundzie, zwalniając tempo walki obaleniami i klinczem. W rezultacie do drugiej odsłony Ngannou wyszedł już okrutnie zmęczony, nie będąc w stanie znaleźć odpowiedzi na zapaśnicze nastawienie Miocicia. Mistrz w dominującym stylu obronił złoto, zwyciężając jednogłośną decyzją sędziowską.

W walce wieczoru sobotniej gali UFC 260 w Las Vegas obaj staną naprzeciwko siebie po raz drugi. Amerykanin pochodzi do pojedynku po zwycięskiej trylogii z Danielem Cormierem, a kameruński Predator na fali czterech pierwszorundowych nokautów, na które potrzebował łącznie ledwie 162 sekundy.

 

Tak szybkie zwycięstwa Ngannou nie dają jednak odpowiedzi na liczne pytania, jakie pojawiły się po jego wspomnianej porażce z Miociciem. Czy poprawił swoją defensywę zapaśniczą i grę parterową? Czy wystarczy mu tlenu, jeśli w sobotę nie zdoła znokautować Amerykanina w pierwszej rundzie?

Kameruńczyk, który w międzyczasie zmienił sztab szkoleniowy – obecnie trenuje w Xtreme Couture – w drodze do rewanżu stroni od stanowczych zapowiedzi, których pełna była jego narracja przed pierwszą konfrontacją. Wierzy jednak, że załatał luki w swojej oktagonowej grze, które trzy lata temu tak bezwzględnie wykorzystał Miocić.

 

– Mam nadzieję, że ta walka skończy się teraz szybko, ale nie chcę się na to nastawiać – powiedział Francis w wywiadzie dla BT Sport przed sobotnim rewanżem. – Podszedłem tak do pierwszego starcia i to był jeden z największych błędów, jakie wtedy popełniłem. Wyszedłem tam z założeniem, że szybko go znokautuję, podczas gdy nigdy wcześniej tak nie robiłem. Pomimo że właśnie nokautami kończyły się moje poprzednie walki, to przychodziły one same.

 

– Poprawiłem teraz moje tempo walki, moją kondycję, odporność i wszystko inne. Mocno nad tym pracowałem. Nie spodziewam się oczywiście, że nie zmęczę się przez 25 minut, bo to by oznaczało, że coś jest nie tak. Będę na pewno zmęczony. Pytanie jednak, ile jestem teraz w stanie z siebie wykrzesać w porównaniu do poprzedniej walki? I szczerze wierzę, że stać mnie pod tym względem na o wiele więcej niż w pierwszej walce.

 

Amerykanin zdaje sobie doskonale sprawę, że w rewanżu czeka go Kameruńczyk w wersji 2.0 – otoczony lepszym sztabem trenerskim, mający już za sobą doświadczenie z walki na pełnym dystansie, prawdopodobnie bardziej wyrachowany i cierpliwy.

– Francis uderza mocno – powiedział Stipe w rozmowie z Morning Kombat– Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Wnosi do klatki dużą moc, ale jeśli będę trzymał szczękę na dole, ręce na górze, będzie dobrze.

 

– Mogę dostać, bo to w końcu walka. Niestety, szybko widać u mnie obrażenia na twarzy, więc może się pojawić trochę siniaków. Ale tak, uderza mocno. Jeśli jednak przetrwam początkową nawałnicę, będzie dobrze.

Podobnie jak przed pierwszym pojedynkiem, tak i przed rewanżem to kameruński pretendent jest bukmacherskim faworytem. Nie ulega wątpliwości, że w pierwszej rundzie Miocicia czeka piekielnie ciężka przeprawa – każda wymiana uderzeń z Ngannou oznacza bowiem ryzyko nokautu. Kameruńczyk nie tylko uderza piekielnie mocno, ale potrafi też dużo przyjąć.

Pytanie oczywiście, co stanie się, jeśli walka wejdzie w drugą rundę, a Amerykanin wyjdzie do niej w stanie nadal nadającym się do oktagonowego użytku? Czy jego przewagi kondycyjna i zapaśnicza pozwolą mu przejąć wówczas stery walki w swoje ręce, jak w przypadku pierwszego starcia?

Related Articles