Skip to main content

Nie o takim finale maratonu gal UFC w Abu Zabi marzył sternik amerykańskiego giganta Dana White.

 

Powracający do akcji po rocznej przerwie Conor McGregor był wyraźnym bukmacherskim faworytem w drodze do rewanżowej walki z Dustinem Poirierem, która uświetniła sobotnią galę UFC 257 w Abu Zabi.

 

Szefujący organizacji Dana White tu i ówdzie przypominał co prawda, że Diament jest niezwykle groźnym zawodnikiem i spisywanie go na straty jest nieuzasadnione, co jednak nie przeszkadzało mu w jednoczesnym roztaczaniu wizji zestawienia hitowego rewanżu Conora McGregora z Khabibem Nurmagomedovem – a wyłącznie zwycięstwo Irlandczyka z Amerykaninem nadawało takiemu scenariuszowi pozorów realności.

 

Tymczasem w oktagonie rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Już w jednej z pierwszych akcji Dustin Poirier położył bowiem Conora McGregoa na plecach. Ten co prawda zdołał wrócić na nogi, ale ziarno zagrożenia zapaśniczego zostało zasiane w jego głowie – a to odbijało się na jego kontroli dystansu i ofensywie.

Irlandczyk trafił co prawda w pierwszej rundzie kilkoma dobrymi uderzeniami, ale tym razem – w przeciwieństwie do pierwszej walki, którą obaj stoczyli ponad sześć lat temu jeszcze w kategorii piórkowej – Amerykanin ustał je wszystkie. Ba, nie raz, nie dwa odpowiedział soczystymi kontrami, wprowadzając zamieszanie w szeregi obronne rywala.

Najważniejszą jednak bronią Poiriera okazały się niskie kopnięcia na wysokości łydki. Amerykanin raz za razem smagał nimi wykroczną nogę Irlandczyka, sprawiając mu coraz więcej problemów. Mobilność McGregora gasła z minuty na minutę – a wraz z nią do jego gry wkradało się coraz więcej chaosu i pośpiechu. Dzięki temu kontry Poiriera, szczególnie prawym sierpowym, działały coraz lepiej.

W końcu jednym z prawych w kontrze Diament naruszył w drugiej rundzie rywala, rzucając się następnie do huraganowych ataków, które zakończyły się znokautowaniem Irlandczyka. Najcenniejsze medialne – i być może sportowo! – zwycięstwo w karierze Amerykanina stało się faktem.

Poirier i McGregor spotkali się po walce, nie szczędząc sobie uprzejmości. Umówili się też na trylogię.

 

– Mam rozdarte serce – powiedział Irlandczyk podczas konferencji prasowej po gali, na której pojawił się o kulach. – Trudno się z tym pogodzić. W tej grze raz jesteś na szczycie, raz na dnie.

 

– Moja noga jest kompletnie martwa. Pomimo że wydawało mi się, że blokuję kopnięcia, to trafiały w mięśnie z przodu nogi. Jakbym miał teraz w nogawce piłkę do futbolu amerykańskiego. Jest, jak jest.

 

– Dustin stoczył świetną walkę. Poszukał obaleń. Wstałem. Sądziłem, że dobrze sobie radzę. Wstałem, odwróciłem go. Myślałem w drugiej rundzie, że trzeba po prostu doprowadzić do zwarcia, bo czułem, że byłem lepszy w klinczu, ale… Za późno. Noga była już wyłączona. Nie dostosowałem swojej gry. Tyle.

 

– Dobra robota, Dustinie. Cieszę się. Cieszę się, że mogłem wystąpić w takich czasach, stoczyć jedenastą walkę wieczoru w UFC. Tyle. Jest ciężko… Nie wiem, co dalej, jeśli mam być szczery.

 

Jak wiktoria Dustina Poiriera z Conorem McGregorem wpłynie na mistrzowską rozgrywkę w kategorii lekkiej UFC? Nie wiadomo. Podczas konferencji prasowej po gali Dana White z zafrasowaną miną zdradził, że zdążył już porozmawiać z formalnie nadal urzędującym mistrzem Khabibem Nurmagomedovem, który jednak wracać nie planuje – a to może oznaczać, że niebawem zda tytuł.

 

Naturalnym kandydatem do walki o złoto jest teraz oczywiście Dustin Poirier – ale kto mógłby zostać jego przeciwnikiem? Dana White wskazał na Michaela Chandlera, który podczas tej samej gali w swoim debiutanckim występie w oktagonie amerykańskiego giganta zdemolował w pierwszej rudzie Daniela Hookera, ale Diament stanowczo wykluczył taki pojedynek. Zaznaczył, że jedno li tylko zwycięstwo Chandlera to za mało, aby w kolejnym występie miał walczyć o tytuł mistrzowski.

 

Być może zatem o pas, który niebawem prawdopodobnie zwakuje Dagestańczyk, Dustin Poirier powalczy z rozpędzonym serią ośmiu zwycięstw Charlesem Oliveirą? Amerykanin przyznał, że jego zdaniem Brazylijczyk bardziej zasługuje na taką szansę aniżeli wspomniany Michael Chandler.

 

Co natomiast stanie się z największą gwiazdą UFC Conorem McGregorem? Irlandczyk zapowiedział zakasanie rękawów i ciężką pracę nad załataniem luk w swojej oktagonowej grze, ale… Czy dorobiwszy się bajecznej fortuny, którą zapewnił świetlaną przyszłość kilku pokoleniom swojej rodziny, znajdzie jeszcze motywację, aby codziennie wylewać z siebie siódme poty?

Related Articles