
Niedzielnym rankiem trwający tydzień maraton UFC w Abu Zabi zostanie zwieńczony świetnie zapowiadającą się galą UFC 257 – pierwszą numerowaną w tym roku.
W sobotę i w środę Dana White i spółka zorganizowali w Abu Zabi dwie pierwsze tegoroczne gale – pierwsza z nich okazała się zresztą fantastyczna – ale nie oszukujmy się – stanowiły one jedynie przygrywkę przed UFC 257.
Pierwszą numerowaną galę amerykańskiego giganta w 2021 roku zwieńczy kapitalnie zapowiadające się rewanżowe starcie pomiędzy największą gwiazdą organizacji i byłym podwójnym mistrzem Conorem McGregorem i zasiadającym swego czasu na tymczasowym tronie 155 funtów Dustinem Poirierem.
Po raz pierwszy obaj zawodnicy spotkali się we wrześniu 2014 roku. W drodze do walki atmosfera była gęsta – nie brakowało złej krwi i szermierki słownej. W oktagonie to Irlandczyk okazał się lepszy, w niespełna dwie minuty nokautując Amerykanina.
– Nawet nie miałem wtedy okazji, żeby się pobić, żeby rozkwitnąć, ale taka właśnie jest walka – powiedział o pierwszym starciu Dustin Poirier w rozmowie z Theo Vonem. – Wszystko się może wydarzyć.
– Jeśli mowa o tym, czego chciałbym w tej walce, jaki jest mój plan, to chciałbym, abyśmy obaj szybko zaczęli krwawić, cierpieć. I wtedy możemy dowiedzieć się, kto jest prawdziwym wojownikiem. Tego właśnie chcę.
– Chcę, aby moja krew polała się w ciągu pierwszej minuty walki. Chcę, abyśmy obaj krwawili i abyśmy obaj musieli zacisnąć zęby i harować, aby wyłonić lepszego zawodnika. Abyśmy przekonali się, kto naprawdę chce zostać tam do końca – bo z mojej strony nie ma żadnych hamulców. Chcę tam być do końca. I wiem to. A chciałbym się dowiedzieć, czy on również.
– Nie jest tak, że marzy mi się, aby rozłupał mi twarz, ale jeśli dojdzie do takiego momentu w walce, w którym obaj będziemy krwawić i będziemy zmęczeni, wtedy zobaczymy, kto ma w sobie więcej determinacji, kto ma w sobie więcej woli walki – i uważam, że w takiej sytuacji wygrywam dziesięć walk na dziesięć.
Zupełnie inne plany względem walki ma natomiast Conor McGregor. Podchodzący tym razem do rywala z dużym szacunkiem Irlandczyk przyznaje co prawda, że chętnie powojowałby z Amerykaninem kilka rund, aby zamknąć usta wątpiącym w jego kondycję, ale… Szacuje, że w 60 sekund będzie po wszystkim.
– Dustin to twardy przeciwnik – powiedział Conor w rozmowie z TheMacLife.com – Też marzyłaby mi się wojna. Marzyłoby mi się, aby znaleźć się w takich realiach i jestem na nie w pełni gotowy, więc zobaczymy.
– Jednak w pierwszych 60 sekundach dosięgnę go dewastującymi ciosami. Jeśli Dustin zdoła je wytrzymać i pozostanie w walce, pełen szacunek dla niego i jedziemy. Zakładamy rękawice i jazda.
– To będzie dobra walka – podsumował. – Podobnie jak z Donaldem (Cerrone), poleje się krew, ale nie będzie to zła krew.
.@DustinPoirier vs @TheNotoriousMMA! #UFC257 is LIVE Saturday on @espn+ PPV #InAbuDhabi @visitabudhabi pic.twitter.com/RAkSUMUJNc
— danawhite (@danawhite) January 21, 2021
Pojedynek ten będzie miał kapitalne znaczenie dla układu sił w kategorii lekkiej, na tronie której formalnie nadal zasiada Khabib Nurmagomedov. Dagestańczyk ogłosił co prawda kilka miesięcy temu przejście na sportowa emeryturę, ale w minioną sobotę Dana White wcielił się w rolę jego rzecznika, obwieszczając, że mistrz rozważa stoczenie jeszcze jednej walki – ale wyłącznie wtedy, jeśli któryś z bohaterów UFC 257 pokaże w oktagonie coś spektakularnego, motywując go tym samym do powrotu.
Co ciekawe, zapytany kilka dni później o te wypowiedzi sternika UFC, Khabib Nurmagomedov… Zaprzeczył im! Stwierdził, że powrót do oktagonu zupełnie go nie interesuje i jego plany takiego scenariusza nie obejmują.
Sporym bukmacherskim faworytem walki wieczoru UFC 257 jest niewidziany w akcji od stycznia zeszłego roku Conor McGregor. Nie brak natomiast opinii – i na to liczy Dustin Poirier – wedle których jeśli starcie wyjdzie poza pierwszą rundę, szanse mocno się wyrównają. A to z uwagi na przewagę kondycyjną Amerykanina. Czy jednak niesłynący ze szczelnej defensywy Poirier wytrzyma pierwsze minuty rywalizacji, w których McGregor jest piekielnie niebezpieczny?
Warto wspomnieć też o co-main evencie gali. Tam powracający do akcji po porażce z Dustinem Poirierem Daniel Hooker powita w oktagonie UFC byłego dwukrotnego mistrza wagi lekkiej Bellatora Michaela Chandlera. Pojedynek ten również może mieć niemałe znacznie dla rozgrywki mistrzowskiej w 155 funtach.