
Gala UFC Fight Night, którą w sobotę zwieńczyło starcie Jacka Hermanssona z Marvinem Vettorim, okazała się świetnym widowiskiem z kilkoma niezapomnianymi skończeniami.
Na kilka godzin przed sobotnią galą UFC Fight Night doszło do nie lada dramatów – z liczącej jedenaście walk rozpiski w jednej chwili wypadły aż trzy pojedynki, w tym interesująco zapowiadające się starcie niepokonanego i niezwykle perspektywicznego Movsara Evloeva z Natem Landwehrem. Powód? Koronawirus i problemy zdrowotne.
Jednak pozostałe osiem walk nie zawiodło. W aż pięciu z nich do wyłonienia zwycięzcy nie byli potrzebni sędziowie punktowi.
W starciu, które uświetniło galę, Marvin Vettori już w pierwszej rundzie posłał na deski Jacka Hermanssona, choć nie był w stanie go skończyć. Pojedynek rozegrał się na pełnym dystansie, ale poza trzecią rundą, w której Szwed wypadł odrobinę lepiej, pozostałe należały zdecydowanie do Włocha.
Walczący z odwrotnej pozycji Vettori raz za razem lewym krzyżowym dosięgał szczęki Jokera, tu i ówdzie traktując go też prawym sierpem w kontrze. Defensywa bokserska szwedzkiego zawodnika chwilami wołała o pomstę do nieba, choć oddać mu trzeba, że do ostatnich sekund starał się odwrócić losy walki. Nie był jednak w stanie przełamać twardego i lepszego w płaszczyźnie kickbokserskiej Vettoriego, który skutecznie powstrzymywał też wszelkie próby obaleń.
Werdykt sędziowski był formalnością. Wszyscy punktowi wskazali na Marvina Vettoriego, który odniósł tym samym czwarte z rzędu zwycięstwo, z przytupem włączając się do rozgrywki o najwyższe laury w kategorii średniej.
Zaraz po zakończeniu pojedynku Włoch wyzwał do walki Paulo Costę, który kilka miesięcy temu padł pod uderzeniami mistrza Israela Adesanyi, ale podczas konferencji prasowej zdanie jednak zmienił.
– Mówiłem wcześniej o Coście, ale jeśli mam być szczery, chrzanić Costę – powiedział Vettori. – Dopiero co dostał srogie lanie, więc dlaczego miałby w ogóle się z nim bić? Chcę od razu walczyć o pas.
Marvina Vettoriego i zasiadającego na tronie 185 funtów Israela Adesanyę nie łączą najlepsze relacje – delikatnie rzecz ujmując. Obaj zmierzyli się w kwietniu 2018 roku i wówczas to Nigeryjczyk okazał się lepszy, zwyciężając niejednogłośną decyzją sędziowską. Z werdyktem tym nigdy nie pogodził się Vettori, będąc przekonanym, że to jego ręka winna była powędrować w górę. Od tego czasu obaj co jakiś czas przemycając pod swoim adresem medialne uprzejmości.
W co-main evencie gali świetną formą błysnął niepokonany Jamahal Hill, rozbijając i w drugiej rundzie kończąc zaprawionego w bojach weterana Ovince’a St. Preuxa. Sprawny boks 29-latka wespół z jego szybkością okazały się barierą nie do pokonania dla doświadczonego Haitańczyka.
Hailing from Touch 'Em Up University What's next for @JamahalH? #UFCVegas16 pic.twitter.com/qQawMLCfiV
— UFC (@ufc) December 6, 2020
Jamahal Hill potwierdził tym samym nie lada talent, stając się jednym z najlepiej rokujących zawodników w kategorii półciężkiej UFC. Uwagę zwrócił na niego nawet były dominator 205 funtów Jon Jones, który obecnie przygotowuje się do podboju królewskiej dywizji.
Jamall Hill
— BONY (@JonnyBones) December 6, 2020
His style is a lot more boxing-based, looks amazing
— BONY (@JonnyBones) December 6, 2020
Nieskazitelny bilans obronił też ledwie 23-letni Ilia Topuria, który w karcie wstępnej zaprezentował fantastyczną dyspozycję, brutalnie rozprawiając się z Damonem Jacksonem już w pierwszej rundzie pojedynku.
Hit 'em low, hit 'em HIGH.
Ilia Topuria gets the walk-off KO in the first! WOW! #UFCVegas16 pic.twitter.com/l8iIfQg96X
— UFC Europe (@UFCEurope) December 6, 2020
Dla nieukrywającego mistrzowskich aspiracji w kategorii piórkowej Gruzina jest to już druga wiktoria pod sztandarem UFC.
Ciężkim nokautem popisał się też w Las Vegas debiutujący w oktagonie Jordan Leavitt, który potężnym slamem zgasił światło weteranowi Mattowi Wimanowi. Na wszystko potrzebował ledwie 22 sekundy.