Skip to main content

Rafael dos Anjos udanie powrócił do kategorii lekkiej, w walce wieczoru gali UFC Fight Night w Las Vegas pokonując na punkty Paula Feldera.

 

Pierwotnie rywalem byłego mistrza wagi lekkiej Rafaela dos Anjosa w daniu głównym sobotniej gali UFC Fight Night w Las Vegas miał być wyborny dagestański zapaśnik Islam Makhachev, ale ostatecznie Brazylijczyk skrzyżował pięści z Paulem Felderem. Dagestańczyka dopadła bowiem infekcja, która zmusiła go do wycofania się z zawodów – na jego miejsce wszedł na pięć dni przed galą Irlandzki Smok.

 

Pomimo braku obozu przygotowawczego Amerykanin tanio skóry nie sprzedał. W szermierce na pięści i kopnięcia na środku oktagonu nie ustępował Rafaelowi dos Anjosowi, dosięgając Brazylijczyka wieloma czystymi uderzeniami – także ślicznymi łokciami w kontrze czy w klinczu.

Jednak RDA raz za razem zamykał Feldera na ogrodzeniu, tam kontrolując i obijając go z klinczu. Zaliczył też aż sześć obaleń, długimi fragmentami kontrolując przeciwnika z góry.

Werdykt wydawał się formalnością, ale… Jeden z sędziów najwyraźniej przysnął, bo wypunktował pojedynek na konto Paula Feldera w stosunku 48-47. Dwaj inni drzemki w trakcie walki sobie jednak nie ucięli i obaj zgodnie wskazali na Brazylijczyka w stosunku 50-45. Tym samym dos Anjos wygrał niejednogłośną decyzją.

Podczas konferencji prasowej po gali Brazylijczyk przyznał, że ciążyła na nim gigantyczna presja w drodze do walki.

– W tym starciu musiałem robić wszystko to, czego w ogóle nie trenowałem – powiedział. – W pięć dni musiałem dokonać wszystkich zmian. Przygotowywałem się, aby bronić obaleń ze strony odwrotnie ustawionego zapaśnika, a ostatecznie biłem się z klasycznie ustawionym, bardzo technicznym uderzaczem. Dostałem go na pięć dni przed galą. Sam przyznał, że nie miał nic do stracenia. Trudno walczy się z takimi przeciwnikami. Czułem to na początku rund. Miałem pewne problemy z wyczuciem dystansu i jego klasycznym ustawieniem, więc potrzebowałem chwili, żeby się dostosować.

 

Pokonując sklasyfikowanego na 7. miejscu w rankingu wagi lekkiej Paula Feldera, powracający do 155 funtów po 4-letniej wojaczce w kategorii półśredniej Rafael dos Anjos najprawdopodobniej utorował sobie drogę do Top 10 dywizji. Jego ambicje sięgają jednak znacznie wyżej. Chce powrócić na mistrzowski tron.

 

– Wyjdę do każdego zawodnika, który stoi na drodze do pasa – zapowiedział, zapytany o dalsze plany. – Wiem, że mam jeszcze wiele do zaoferowania. Mam 36 lat, dzisiaj stoczyłem 30. walkę w UFC.

 

– Jeśli Khabib (Nurmagomedov) rzeczywiście przeszedł na emeryturę, to dywizja jest otwarta. Jeśli popatrzeć na wszystkich pretendentów, to tylko ja i Conor (McGregor) jesteśmy prawdziwymi mistrzami w tej dywizji. Wszyscy inni byli tylko tymczasowymi mistrzami. Skoro więc dywizja jest teraz otwarta, to uważam, że moja walka z Conorem ma sens.

 

Wywołany do tablicy, Conor McGregor błyskawicznie zaakceptował wyzwanie ze strony Brazylijczyka, choć zaznaczył też, że obecnie skupia się na rewanżu z Dustinem Poirierem. Wedle nieoficjalnych doniesień dojdzie do niego już 23 stycznia w ramach gali UFC 257.

 

Jeśli zatem Irlandczyk nie będzie dostępny, z kim chciałby pójść w oktagonowe tany RDA?

 

– Z kimkolwiek, kto zaprowadzi mnie do złota – odparł reprezentant Kraju Kawy– Przeszedłem wcześniej do wagi półśredniej, aby zostać mistrzem. Jeśli za coś się w życiu biorę, to po to, aby zostać najlepszym na świecie. Gdy przeniosłem się do wagi półśredniej, wygrałem trzy walki z rzędu, pokonałem byłego mistrza, walczyłem o tytuł. Nie wygrałem, ale teraz jestem z powrotem w wadze lekkiej i chcę walczyć o pas. Moim celem jest tytuł i chcę walczyć z każdym, kto mnie do niego przybliży.

Related Articles