Skip to main content

Za nami kwalifikacje do pierwszego z czterech konkursów tegorocznego Turnieju Czterech Skoczni. W Oberstdorfie w czwartek rządzili Niemcy – serię kwalifikacyjną wygrał Andreas Wellinger, wyprzedzając Karla Geigera. Niestety, zapowiada się, że cały turniej będzie klęską polskich skoczków…

Apetyty nie były rozbudzone, bo i po czym? W dotychczasowych ośmiu konkursach Pucharu Świata w tym sezonie żaden z Polaków nie był nawet w pierwszej dziesiątce! ŻADEN! Czujemy się, jakbyśmy wrócili do epoki Tomasza Pochwały, Tomisława Tajnera i Roberta Matei, podczas gdy wciąż skaczą tacy mistrzowie jak Kamil Stoch, Piotr Żyła czy Dawid Kubacki. Cała trójka zna smak podium tego turnieju, a dwóch z nich go wygrywało. Ba, Stoch wygrywał niemiecko-austriacką imprezę trzykrotnie, w tym raz po wygraniu wszystkich czterech konkursów! Te czasy minęły, a patrząc na obecną formę podopiecznych Thomasa Thurnbichlera, ale też ich metryki, można zasadnie zapytać, czy minęła bezpowrotnie.

Przejdźmy do konkretów, które zobrazują, w jakim kryzysie znaleźli się nasi skoczkowie. Najlepszy z biało-czerwonych w kwalifikacjach był Żyła, który zajął 26. miejsce. Oczko niżej był Kubacki. Maciej Kot zajął 36. miejsce, Stoch 37., Aleksander Zniszczoł 39., a Paweł Wąsek 43. W treningach było równie słabo, albo i jeszcze gorzej. Jedyny plus całej sytuacji jest taki, że cała szóstka wystąpi jutro w konkursie. Gdyby jednak w parach KO powtórzyły się próby z kwalifikacji, to cała szóstka naszych przepadnie w pierwszej serii i nie wystąpi w drugiej… Żyła skakać będzie z Amerykaninem Tate Frantzem, Kubacki ze Szwajcarem Killianem Peierem, Kot z Austriakiem Manuelem Fettnerem, Stoch ze Słoweńcem Lovro Kosem, Zniszczoł z Niemcem Stephanem Leyhe, a Wąsek z Japończykiem Ryoyu Kobayashim. Realnie rzecz biorąc jako takie szanse na awans do drugiej serii mają Żyła i Kubacki.

Widać więc jak na dłoni, że przed nami raczej smutne, albo przynajmniej stonowane emocjonalnie oglądanie konkursów w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen. O czołowe lokaty w imprezie bić się będą inni, a nam pozostaną miłe wspomnienia z ostatnich lat, czy z sezonu 2000/01, czyli de facto momentu „założycielskiego” słynnej Małyszomanii. Dużo więcej o historii Turnieju Czterech Skoczni pisaliśmy niedawno w oddzielnym tekście TUTAJ.

Przed startem turnieju większość obserwatorów skoków narciarskich za faworyta uznawało Stefana Krafta. Trudno, by było inaczej. Austriak jest liderem Pucharu Świata, wygrał pięć z ośmiu konkursów, w dwóch kolejnych był na podium, a jego najgorsza lokata w tym sezonie to 9. Facet jest w kosmicznej formie. Rękawicę Kraftowi chce jednak rzucić dwukrotny zwycięzca TCS, Ryoyu Kobayashi. Japończyk to jeden z trzech ludzi, którzy potrafili wygrać tę imprezę, zgarniając pełnego szlema, czyli wygrywając wszystkie konkursy. Pozostali to oczywiście Stoch i Sven Hannawald, który ponad 20 lat temu dokonał tego pierwszy raz w historii. Kobayashi wygrywając turniej po raz drugi, był bliski powtórzenia tego niezwykłego osiągnięcia, ale w Bischofshofen nie wytrzymał presji i ostatniego konkursu nie wygrał. Swoimi czwartkowymi skokami udowodnił jednak, że i w tym sezonie stać go na zwycięstwo. Kobayashi wygrał obydwa czwartkowe treningi, a w serii kwalifikacyjnej zajął 8. miejsce. Kraft był 7.

W czołowej czwórce kwalifikacji znalazło się trzech Niemców, ale forma podopiecznych Stefana Horngachera od początku sezonu 23/24 jest wyborna i tylko genialny Kraft przyćmiewa ich dokonania. Ale być może zmieni się to właśnie w TCS. Niemcy czekają na triumf w turnieju od czasów słynnego popisu Hannavalda, czyli ponad dwie dekady. Teraz mają przynajmniej trzech mocnych kandydatów. Dla porządku – niemiecką koalicję w kwalifikacjach przedzielił trzeci Peter Prevc, który w przeszłości wygrywał już turniej, w przeciwieństwie do Wellingera, Geigera czy Philippa Raimunda. Z kolei obrońca Złotego Orła sprzed roku, Halvor Egner Granerud, wciąż poszukuje topowej formy. W kwalifikacjach zajął 16. miejsce i nie zapowiada się na to, by miał odegrać wiodącą rolę w rywalizacji na przełomie grudnia i stycznia.

Jutrzejszy konkurs rozpocznie się o 17:15. Poprzedzi go seria próbna. Kolejna epizody tej rywalizacji to Ga-Pa (konkurs 1 stycznia), Innsbruck (konkurs 4 stycznia) i Bischofshofen (konkurs 6 stycznia). Kwalifikacje za każdym razem dzień wcześniej.

Related Articles