Skip to main content

Stal Nysa wróciła w tym sezonie do PlusLigi po 15 latach. Po ośmiu porażkach z rzędu – wreszcie wygrali. Pokonali 3:1 nie byle kogo, bo naprawdę mocną drużynę z górnej części tabeli – Aluron CMC Wartę Zawiercie. I to na wyjeździe.

Stal Nysa w przegrała osiem meczów z rzędu, choć aż cztery razy w tie-breaku. Nie udało im się pokonać nawet słabszych zespołów, jak Cerrad Enea Czarni Radom czy MKS Będzin. W Katowicach na przykład prowadzili w setach 2:0, a ostatecznie przegrali 2:3 i to tracąc trzy punkty z rzędu w tie-breaku przy stanie 12:12. Zabrakło niewiele. Kolejny mecz z Radomiem – prowadzenie 2:1 w setach, dwie piłki meczowe w tie-breaku przy 14:12. Znów porażka. Później… znów podobna historia z Będzinem. Prowadzenie 2:1 i 22:18 w czwartym secie, a oni po raz kolejny to wypuścili. I przegrali w tie-breaku.

Jeśli wskazać drużynę w PlusLidze, która ma jakiegoś przedziwnego pecha, to właśnie Stal Nysa. Wreszcie odwrócili tę złą kartę i przełamali się w Zawierciu. Świetnie w tym meczu serwis siedział Łukaszowi Łapszyńskiemu, a Tunezyjczyk Wassim Ben Tara zdobył aż 22 punkty, zostająć MVP spotkania. Przed sezonem Nysa dokonała sporych wzmocnień. Pozyskali Zbigniewa Bartmana, rozgrywającego Marcina Komendę, czy 217-centymetrowego środkowego – Bartłomieja Lemańskiego. Całą trójkę ściągnęli z rozbitej Resovii, która postanowiła zrobić w składzie rewolucję. Skorzystali z okazji, pozyskując znanych zawodników. Ponadto do drużyny dołączył Michał Ruciak czy atakujący Wassim Ben Tara. Skład pomagał kompletować chociażby Adam Kurek, ojciec Bartosza.

No właśnie, bo Stal Nysa to ukochany zespół Adama Kurka. Mieli solidną pakę w latach 90. Wówczas dwa razy zostali wicemistrzami Polski, dwa razy zajęli trzecie miejsce i wygrali we własnej hali finał Pucharu Polski w 1996 roku. To tam u boku Andrzeja – karierę zaczynał Bartosz Kurek. 16-latek grał razem z tatą. W Nysie grało się w niewielkiej, dusznej hali, w której zawsze było głośno. Nikt nie lubił tam przyjeżdżać. Halę nazywano "kotłem". Po latach Stal Nysa okazała się najlepsza w 1. lidze i wróciła do elity.

W marcu zawieszono rozgrywki 1. ligi, ale gigantyczną, 15-punktową przewagę nad wiceliderem miał zespół z Nysy. Mogli się więc ubiegać o angaż w Pluslidze, przy spełnieniu odpowiednich licencyjnych warunków. Zostali do niej przyjęci na początku czerwca. – Cieszę się, że mamy tę PlusLigę, to w głównej mierze zasługa drużyny i sztabu szkoleniowego, my jako klub wsparliśmy ich od strony organizacyjnej – mówił prezes Marek Majka. Prezes, który wykazał się cierpliwością, nie wykonał gwałtownych ruchów i zaufał umiejętnościom Krzysztofa Stelmacha. Właśnie Stal się przełamała, być może to będzie ten impuls.

Related Articles