
Tym razem nastroje po meczu są lepsze. Reprezentacja Polski pokonała Argentynę w drugim sparingu różnicą ośmiu bramek – 34:26. Kamil Syprzak pokazał, ile może znaczyć dla tej drużyny. Dostawał mnóstwo podań, rzucił pięć bramek i to on zgarnął nagrodę MVP.
To był zupełnie inny mecz, niż ten pierwszy. Polacy pod koniec pierwszej połowy wypracowali kilka bramek przewagi i konsekwentnie tego pilnowali. To nie było regułą w pierwszym meczu, gdzie Argentyńczycy potrafili rzucić seryjnie kilka razy do polskiej siatki. Taki wynik tłumaczy też wybrany skład. Wcześniej niedostępny był Kamil Syprzak, a tutaj rzucił kilka bramek z koła. Polska defensywa nie potrafiła sobie poradzić z Martinem Jungiem. Trafiał czasami bardziej efektownie, czasami mniej, ale ciągle jakoś się przedzierał, zdobywając prawie 50% wszystkich trafień Argentyny w pierwszej części gry.
Polacy rozkręcili się po 20. minucie, bo do tego momentu wyglądało to średnio. Warto zwrócić uwagę na spokojniejszą końcówkę. We wcześniejszym sparingu Argentyńczycy prawie doprowadzili do wyrównania, a tu w ostatnich minutach to biało-czerwoni powiększali przewagę. Zdobyli trzy bramki z rzędu, a na listę strzelców wpisał się… Adam Morawski. Dla “Loczka” było to nawet drugie trafienie w meczu! A przecież bramkarze rozdzielili między siebie liczbę minut. Najlepiej wypadł Jakub Skrzyniarz. Może nie trafiał przez całe boisko do bramki, bo nie miał takich okazji, ale za to bardzo dobrze pilnował tej swojej. W 25. minucie obronił karnego od rozochoconego Martina Junga, z którym nasza defensywa kiepsko sobie radziła.
Widać było różnicę pomiędzy żółtodziobami, a tymi, którzy mają reprezentować Polskę na mistrzostwach Europy i stanowić o jej sile, jak Kamil Syprzak właśnie. Jego ból stopy okazał się niegroźny, jednak już ból barku Arkadiusza Moryty to problem dla selekcjonera Lijewskiego. Skrzydłowy Industrii Kielce na pewno by zagrał, jeżeli byłby zdrowy… a tak szansę na jego pozycji otrzymał Jakub Szyszko. Wykorzystał ją częściowo, bo marnował dogodne okazje, które należy wykorzystywać (np. rzut do pustej bramki z okolicy koła środkowego), ale też zdobył w meczu cztery bramki. Bardzo dobrze biegał do kontr. Najlepszy miał moment, gdy trafił dla Polski trzy razy z rzędu, zdobywając bramki numer dziewięć, dziesięć i jedenaście.
Świetną skuteczność pokazali skrzydłowi. Pięć bramek, oprócz Syprzaka, rzucili też Damian Przytuła i Mikołaj Czapliński. W defensywie z kolei Marcin Lijewski testował ustawienie z Kamilem Syprzakiem na środku. Za długo sobie jednak pary z Bartłomiejem Bisem nie protestował, bo ten mniej doświadczony obrotowy wyleciał z boiska z czerwoną kartką za atak na twarz rywala. Do tej pory Kamil Syprzak jakoś nie był specjalnie wykorzystywany w reprezentacji. Niby to wielka gwiazda klubowego handballa, ale jakoś żaden selekcjoner nie potrafił wydobyć z niego najlepszych umiejętności. Lijewski próbuje. Widać, że chce, by rozgrywający grali z kołowym i wykorzystywali jego zasięg, umiejętność łapania piłki na trzecim czy czwartym piętrze.
Bramkarzy za to mamy na naprawdę dobrym poziomie i trudno wskazać tego “zdecydowanie” lepszego. Wszyscy trzej – Skrzyniarz, Kornecki i Morawski – spisali się nieźle.