
Koniec balu, panno Lalu – tak mogą przywitać się w niedzielny wieczór piłkarze Interu i Napoli, którzy zmierzą się ze sobą w pojedynku 29. kolejki Serie A. Ten bal, który się właśnie skończył dla jednych i drugich to oczywiście Liga Mistrzów. Pozostaje więc krajowe podwórko i dzisiejszy, prestiżowy mecz, z Piotrem Zielińskim w tle.
Zacznijmy jednak nie od Zielińskiego, a od tego, co wydarzyło się we wtorek i środę. Napoli przegrało na stadionie Barcelony 1:3 i pożegnało się z marzeniami o podboju Ligi Mistrzów. Pożegnało na co najmniej dwa sezony, bo przecież w rozgrywkach 24/25 z pewnością ekipy z miasta Wezuwiusza w Champions League nie obejrzymy. Dziś wciąż jeszcze aktualni mistrzowie Włoch mają 10 pkt straty do zajmującej 4. miejsce Bolonii. W dodatku w grze o Ligę Mistrzów są przecież jeszcze inni – Roma, Atalanta, Fiorentina czy Lazio. Realnie rzecz biorąc 10 oczek straty na tym etapie sezonu to już przepaść. Wprawdzie istnieje furtka dla niektórych lig, związana z powiększeniem Ligi Mistrzów. Furtka da awans do elity ekipom z piątych miejsc, ale jako że Serie A w tym sezonie nie podbija europejskich rozgrywek, to najpewniej te dodatkowe przepustki padną łupem Premier League i La Liga.
Z kolei Inter w środę walczył z Atletico. Gdy po bramce Federico Dimarco Nerazzurri objęli prowadzenie na Wanda Metropolitano, wydawało się, że mają awans w garści. Prowadzili w dwumeczu już 2:0. Nic z tego – gospodarze doprowadzili do wyrównania w dwumeczu, a następnie pokonali finalistów poprzedniej edycji w rzutach karnych. Tym samym włoska piłka nie ma już żadnego przedstawiciela w Champions League.
Inny wniosek, który płynie z porażki Interu z Atletico jest taki, że zespół Simone Inzaghiego rozegra w tym sezonie już wyłącznie nieistotne, półsparingowe mecze. Żaden kataklizm nie odbierze przecież Nerazzurrim mistrzostwa kraju. Na tym etapie sezonu mają 16 punktów nad drugim Milanem. Zasadne jest jedynie pytanie, czy koronacja nastąpi już w kwietniu czy dopiero w maju. W Pucharze Włoch Interu już nie ma, zatem końcówka sezonu dla kibiców tej drużyny to będą raczej dożynki. Dziś pierwszy etap tychże. Pierwszy i jeden z najważniejszych, ze względu na prestiż rywala. Potem z istotniejszych meczów wymienić należy jeszcze derby z Milanem oraz starcie z Lazio w przedostatniej kolejce.
Dziś Inter jest murowanym faworytem, tak ze względu na atut własnego boiska, jak i przede wszystkim na formę w tym sezonie. Pożegnanie z Ligą Mistrzów niczego w tym aspekcie nie zmienia. Inter zdominował Serie A, a do środy miał na koncie w 2024 roku same zwycięstwa. Napoli z kolei nie potrafi nawiązać do mistrzowskiej formy z poprzednich rozgrywek. Czy problemem było odejście trenera Luciano Spallettiego czy kluczowego piłkarza, jakim był stoper Kim-jae Min. Tak czy inaczej – na dziś zespół Francesco Calzony walczy realnie jedynie o awans do europejskich pucharów. Nawiasem mówiąc przed porażką z Barceloną drużyna Napoli miała niezłą serię sześciu meczów bez porażki. Problem w tym, że aż cztery z nich to były remisy. Na plus za to jedyne dwa zwycięstwa – efektowne 6:1 nad Sassuolo i 2:1 z Juve.
W kontekście dzisiejszego meczu Calzonę martwić może niepewna sytuacja zdrowotna Victora Osimhena, który nabawił się urazu we wtorkowym meczu z Barceloną. Jego występ stoi pod znakiem zapytania. Zapewne nie zagra zaś Piotr Zieliński, który wprawdzie jest zdrowy, ale latem zmienia Neapol właśnie na Mediolan. Z tego powodu został wykreślony z listy graczy na Ligę Mistrzów i wątpliwe, by dostał szansę grę ze swoim przyszłym pracodawcą w bezpośrednim starciu. To oczywiście tylko dywagacje, a ostateczne składu obu drużyn poznamy wieczorem. W ekipie gospodarzy zabraknie jednak na 99% kontuzjowanych Marko Arnautovicia, Stefano Sensiego, Juana Cuadrado oraz Carlosa Augusto.
Początek meczu o 20:45. Mecze Serie A w dobrej jakości można oglądać za pośrednictwem Unibet TV.