Skip to main content

Jeżeli ktoś cieszy się z Ligi Narodów, to są to reprezentacje znajdujące się w Dywizji D. Wreszcie mają okazję grać o punkty z równymi sobie, a nie dostawać oklep od Niemców, Francuzów czy innych Włochów w eliminacjach. San Marino stoi przed historyczną szansą.

Zacznijmy od wyjaśnienia nowych zasad Ligi Narodów. Od tej edycji nie ma już meczów o nic. Na polskim przykładzie: wyprzedzenie Szkotów nie zagwarantuje utrzymania. Będzie trzeba jeszcze pokonać jeden z zespołów z drugich miejsc w Dywizji B. W obecnej chwili są to: Walia, Norwegia, Grecja i Gruzja, jednak pozostała jeszcze szósta kolejka i na pewno coś się w tym zestawie zmieni. Zatem trzeba najpierw pokonać Szkotów bądź z nimi zremisować, a potem jeszcze uporać się z którąś z czterech ekip w barażu. W poprzedniej edycji wystarczyło wyprzedzić jednego rywala (w tamtym przypadku Walię) i był fajrant. Teraz już tak nie ma. Jednocześnie też turniej główny będzie składał się z ośmiu uczestników, a nie czterech, a więc po dwie ekipy przechodzą dalej. W Dywizji A każdy gra o coś.

Mamy tak również w Dywizji B, gdzie odpowiednio: pierwszy wywalczy awans, drugi zagra w barażu o awans, trzeci w barażu o utrzymanie, a czwarty spada do Dywizji C. Każda pozycja coś oznacza. Jeśli zaś chodzi o Dywizję C, to już jest inaczej z tego względu, że w Dywizji D gra tylko sześć najsłabszych reprezentacji, więc nie wszyscy mieliby gdzie spaść. Beneficjantem tego jest obecnie radzący sobie beznadziejnie Fernando Santos, który na 100% zajmie ostatnie miejsce w swojej grupie po remisie z Estonią, lecz wciąż walczy o miejsce barażowe. Azerowie muszą jednak… pokonać reprezentację Szwecji. To liczenie na cud. W Dywizji C pierwsza lokata wywalcza awans, druga gra baraż o awans, trzecia ma wolne, a czwarta albo bezpośrednio spada, albo zagra jeszcze baraż o utrzymanie z… drugą ekipą Dywizji D.

Trochę to skomplikowane, ale po co ten wstęp? Po to, by pokazać o co będzie grało San Marino, które w ostatniej kolejce zmierzy się z Liechtensteinem. San Marino w tej edycji napisało historię rodzimej piłki – wygrało dopiero drugi mecz, a pierwszy o punkty. Oba te zwycięstwa miały miejsce właśnie z Liechtensteinem – w 2004 roku gola na 1:0 w meczu towarzyskim strzelił legendarny Andy Selva. Wówczas jeszcze nie było na świecie Nicko Sensoliego, czyli strzelca na 1:0 w tym drugim wygranym meczu. Sensoli przerwał serię 140 meczów tej maleńkiej kadry bez wygranej, ale za to przedłużył także beznadziejną serię Liechtensteinu do 40 meczów z rzędu bez zwycięstwa. Potem w trzeciej kolejce Nicola Nanni wyrównał z rzutu karnego w 92. minucie i San Marino zdobyło punkcik z Gibraltarem.

Sytuacja wygląda tak: Gibraltar ma sześć punktów, ale już nie gra. San Marino ma cztery oczka, a Liechtenstein tylko dwa. Sanmaryńczycy pojadą teraz do Vaduz. Co muszą zrobić? Nie przegrać. W zasadzie to wystarczy zremisować. Remis oznaczać będzie pięć punktów w tabeli i miejsce w wyżej opisywanym systemie barażowym. Wówczas San Marino zmierzyłoby się o awans być może nawet z Azerbejdżanem Fernando Santosa, ale bardziej prawdopodobne, że z Łotwą/Armenią bądź Luksemburgiem. Może jednak dojść do jeszcze bardziej niesamowitej sytuacji. Jeżeli San Marino bowiem wygra w Vaduz, to wywalczy bezpośredni awans do Dywizji C z siedmioma oczkami na koncie. To oznaczać będzie grę z mocniejszymi ekipami. W tej chwili grają tam na przykład… Szwedzi, Słowacy, Rumuni. A w kolejnej edycji na pewno będą grali Finowie, może Ukraińcy.

Zatem przed podopiecznymi Roberto Cevoliego najważniejszy mecz w historii. Co istotne, zmierzą się ze szczęśliwym dla nich Liechtensteinem, czyli jedyną ekipą, którą do tej pory pokonali. Zrobili to nawet dwa razy, ale w tym samym miejscu – w swoim Serravalle. Nigdy nie dokonali takiej rzeczy na wyjeździe. Jeżeli wywiozą korzystny rezultat (remis/wygrana), to czekać będzie na nich kolejna przygoda. San Marino nie ma szans na to, by grać w wielkich turniejach, dlatego Liga Narodów jest dla tej maleńkiej ekipy czymś, co zostało wymyślone totalnie pod nich i pod budowanie narodowych emocji. Obecna edycja jest tego najlepszym przykładem, ponieważ słabiutki zespół do końca bije się o coś.

Mecz Liechtensten – San Marino w poniedziałek 18 listopada o 20:45.

Related Articles