Skip to main content

Po sukcesie Wisły Kraków w kolejnej rundzie europejskiej kampanii meldujemy się z kompletem zespołów. Przedstawiciele PKO BP Ekstraklasy zmierzą się z rywalami z Austrii, Litwy, Łotwy i Walii. Poznajmy ich lepiej.

Mistrzowie Polski – Jagiellonia Białystok – na swojego przeciwnika musieli poczekać do rozstrzygnięcia spotkań I rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów pomiędzy fińskim HJK Helsinki i litewskim FK Panevėžys. Dość sensacyjnie to właśnie mistrz Litwy będzie rywalem „Jagi”. Drużyna z Poniewieża gładko ograła na swoim terenie Finów 3:0, zaś w rewanżu ugrała spokojny remis 1:1. Sukces Litwinów pozwoli im na grę w pucharach, aż do ostatniej rundy kwalifikacji. W najgorszym przypadku zagrają dwumecz o awans do Ligi Konferencji. Na papierze to drużyna jak najbardziej do ogrania.

FK Panevėžys jest stosunkowo młodym klubem. Powstał w 2015 roku dzięki staraniom władz miasta, jako następca Ekranasa Poniewież, siedmiokrotnego mistrza Litwy, który w tym samym roku ogłosił bankructwo i wycofał się z rozgrywek. Mimo krótkiej historii, już po pięciu latach istnienia tryumfował w rozgrywkach o Puchar Litwy. Ubiegłoroczne mistrzostwo kraju było ogromnym sukcesem FK Panevėžys, który przerwał duopol Žalgirisu Wilno i Suduvy Marijampole, nawiązując tym samym do dynastii Ekranasa z przełomu pierwszej i drugiej dekady XXI wieku.

W trwającym sezonie 2024 (na Litwie gra się w systemie wiosna-jesień) ekipa z Poniewieża przeżywa duży kryzys. Przed meczem z Jagiellonią zespół FK Panevėžys plasuje się na ostatnim, 10. miejscu w tabeli A Lygi. Drużyna belgijskiego trenera Stijna Vrevena ma ogromne problemy ze strzelaniem goli. W 22 meczach zawodnicy klubu trafiali do siatki rywali zaledwie 16 razy. Najlepszym strzelcem drużyny jest Anglik Noel Mbo, autor 5 goli w trwającym sezonie.

Polscy kibice mogą kojarzyć pojedynczych graczy mistrza Litwy, którzy kiedyś grali w naszym kraju – Markas Beneta (kiedyś Zagłębie Sosnowiec), Kaspars Dubra (Polonia Bytom), Robert Mazañ (Podbeskidzie) czy Vytautas Černiauskas (Korona Kielce). Wydaje się, że Jagiellonia nie powinna mieć kłopotu z pokonaniem litewskiego zespołu. Stawka jest ogromna, bowiem awans do kolejnej rundy będzie skutkował udziałem w fazie grupowej jednego z europejskich pucharów.

Krakowska Wisła, w przeciwieństwie do Jagiellonii, znała swojego ewentualnego, kolejnego rywala. Dzięki wygranej z kosowskim Llapi Podujevë „Wiślacy” zmierzą się z austriackim Rapidem Wiedeń w kwalifikacjach do Ligi Europy, zamiast z duńskim Broendby Kopenhaga w Lidze Konferencji. Austriacy są doskonale znanym zespołem, nie tylko z uwagi na swoją markę w lokalnej Bundeslidze, ale także z powodu udanego dwumeczu przeciwko Lechii Gdańsk przed dwoma laty. To już przeciwnik poważny, a „Biała Gwiazda” ma prawo bać się tej rywalizacji.

„Zielono-Biali” są jednym z najstarszych klubów w Austrii. Świętujący w tym roku 125-lecie powstania Rapid jest pierwszym, historycznym mistrzem Austrii w piłce nożnej i jednocześnie najbardziej utytułowanym austriackim klubem (32 tytuły mistrzowskie i 14 Pucharów Austrii). Wiedeńska drużyna dwukrotnie docierała do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, ale w obu przypadkach bez końcowego sukcesu. Barwy wiedeńczyków przywdziewały prawdziwe legendy reprezentacji Austrii – Hans Krankl, Gerhard Hanappi czy słynny Ernst Happel, a także bardziej znani kibicom Andreas Herzog i Michael Konsel.

Rapid po raz trzeci w historii zmierzy się w europejskich pucharach z polską drużyną. W sezonie 1982/1983 w 1/8 Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w dwumeczu lepszy od Austriaków był łódzki Widzew. Czterdzieści lat później wiedeńczycy pokonali wspomnianą wcześniej Lechię. Klub z Wiednia został przed startem sezonu solidnie osłabiony. Do Werderu Brema odszedł najlepszy zawodnik drużyny Marco Grüll (21 goli, 12 asyst), a druga „armata” zespołu, Fally Mayulu (11 bramek), trafił do angielskiego Bristol City. To z pewnością dobre informacje dla Wisły, ale szanse „Białej Gwiazdy” w starciu z czwartą drużyną poprzedniego sezonu w austriackiej Bundeslidze w dalszym ciągu są znikome.

Wicemistrz Polski, Śląsk Wrocław, otrzymał szansę walki w eliminacjach do Ligi Konferencji. Na drodze drużyny trenera Jacka Magiery stanie Riga FC, nomen omen, wicemistrz Łotwy. Łotysze są kolejnym rywalem polskiego klubu, który jest bardzo młodym tworem. Ryski klub został założony w kwietniu 2014 roku, w wyniku fuzji dwóch innych klubów – jednego o wdzięcznej nazwie FC Caramba oraz drugiego, bardziej pospolicie zwanego Dinamo Riga. Drużyna z łotewskiej stolicy jest dobrze zabezpieczonym finansowo zespołem, z budżetem porównywalnym do Śląska. Nie dziwią więc trzy tytuły mistrzowskie zdobyte pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Jak na 10-letnią historię klubu to dość znaczne osiągnięcie.

Riga FC należy do czołówki łotewskiej Virsligi i regularnie bierze udział w kwalifikacjach do europejskich pucharów. Póki co bez większych sukcesów – najlepszy wynik to dwa awanse do ostatniej rundy przed fazą grupową (porażka z FC Kopenhaga w el. Ligi Europy oraz przegrana w dogrywce rewanżu z gibraltarskim Lincoln Red Imps w el. LKE). Pięć lat temu zespół z Rygi stanął na drodze Piasta Gliwice w kwalifikacjach do Ligi Europy. Gliwiczanie zlekceważyli Łotyszy i zapłacili za to najwyższą cenę. Zasada większej liczby goli zdobytych na wyjeździe premiowała awansem ryską jedenastkę, mimo że w dwumeczu padł remis 5:5.

Obecnie ekipa „Zilibaltie” (łot. niebiesko-biali) wciąż liczy się w grze o mistrzostwo w sezonie 2024 (Łotysze również grają systemem wiosna-jesień), plasując się na pozycji wicelidera i goniąc rywala zza miedzy, RFS. Czołowymi graczami Riga FC są obecnie napastnicy Marko Regža (15 goli, 4 asysty), Gauthier Mankenda z DR Konga (5 goli, 9 asyst), kameruński środkowy pomocnik Kemehlo Nguena (7 goli) oraz drugi z pomocników Miloš Jojić (6 asyst). Doświadczony Serb to były zawodnik m.in. Partizana Belgrad, Borussii Dortmund, Köln czy tureckiego Başakşehiru. Kapitanem drużyny jest z kolei były gracz Lecha Poznań, Antonijs Černomordijs. Śląsk w żadnym wypadku nie może lekceważyć zespołu z Rygi.

Po jedenastu latach przerwy Legia Warszawa ponownie w kampanii europejskiej uda się do Walii. Caernarfon Town FC, rywal „Wojskowych”, uporał się po serii rzutów karnych w pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Konferencji z północnoirlandzkim Crusaders FC. Choć początki futbolu w Caernarfon datowane są na 1876 rok, przeciwnik „Legionistów” został założony dopiero w 1937 roku. Jest to klub bez sukcesów – najlepszy wynik ligowy to dwukrotnie 4. miejsce w tabeli, z kolei w Pucharze Walii ekipa „Kanarków” najdalej dotarła do półfinału, a w sezonie 1998/1999 zespół przegrał w finale Pucharu Ligi. Na tle ligowych rywali takich jak The New Saint, Barry Town czy Bangor City są ubogimi krewnymi.

Dla Caernarfon Town FC tegoroczny udział w kwalifikacjach do Ligi Konferencji jest europejskim debiutem. Nigdy wcześniej Walijczycy nie dostąpili zaszczytu reprezentowania swojego kraju w jakichkolwiek międzynarodowych rozgrywkach na Starym Kontynencie. „The Canaries” zajęli dopiero 5. miejsce w lidze w ubiegłym sezonie, a awans do europejskich pucharów uzyskali dzięki barażom. Caernarfon na co dzień grają na kameralnym stadionie The Oval, który może pomieścić 3 tysiące kibiców, ale zaledwie 600 z nich może usiąść na krzesełkach. Z tego powodu rewanżowy mecz z Legią odbędzie się w Bangor na stadionie Nantporth, równie skromnym co obiekt Caernarfon, ale spełniającym kryteria minimum przyzwoitości dla UEFA.

Próżno szukać w składzie walijskiej drużyny piłkarskich asów. Nie znajdziemy nawet choćby jednego zawodnika ocierającego się o jakąkolwiek seniorską reprezentację. Najskuteczniejszy napastnik „Kanarków”, Adam Davies, nie wrócił jeszcze do gry po urazie stopy. Z kolei główny reżyser gry Caernarfon w ubiegłym sezonie, Sion Bradley, odszedł do mistrza Walii, The New Saints. Walijczycy będą musieli liczyć na młodych-gniewnych w ofensywie – 21-letniego Zacka Clarka (12 goli w poprzedniej kampanii) i 20-letniego Louisa Lloyda (10 goli i 4 asysty). Kapitanem zespołu jest doświadczony weteran, 37-letni Darren Thomas, który w pierwszym meczu z Crusaders popisał się dwoma asystami. Legia nie powinna mieć żadnych problemów z pokonaniem walijskiego kopciuszka.

Related Articles