Skip to main content

Jagiellonia Białystok męczyła się długo z dużo słabszym i mniej zamożnym mołdawskim Petrocubem, który w swoim kraju niespodziewanie zepchnął z tronu Sheriffa Tyraspol. Goście przyjechali do Białegostoku i nie istnieli w ofensywie. Chcieli przetrwać jak najdłużej przy stanie 0:0. Długo szło im nieźle, dopóki nie obudził się Afimico Pululu.

Jagiellonia była zdecydowanym faworytem w meczu z mistrzem Mołdawii, którego budżet wynosi milion euro. Wystarczy porównać stadiony “Jagi” i Petrocubu. Na mecze mistrza Polski przychodzi po 15-20 tysięcy kibiców, natomiast na spotkania mistrza Mołdawii często nawet nie 1000, tylko jakieś 700, gdzie pojemność to około 2500. Dlatego nie może na nim grać w Europie, tylko korzysta z pięć razy większego obiektu rywala – Zimbru. Niespodzianką było w sezonie 2023/24 to, że dominator Sheriff Tiraspol stracił miano najlepszej drużyny w Mołdawii, a ogólnie zaliczył fatalny sezon, gdzie np. uległ aż 0:6 Slavii Praga w Lidze Europy albo odpadł w półfinale Pucharu Mołdawii z Zimbru. Nie został nawet wicemistrzem kraju, tylko zajął trzecie miejsce. Wykorzystał to właśnie Petrocub, który zgarnął pierwsze mistrzostwo w historii.

Pierwszą połowę należy skwitować określeniem: rozczarowanie. Jagiellonia miała zgodnie ze swoim charakterem siąść na przeciwnika i urządzić sobie strzelecki spektakl. Wcale jednak nie było łatwo. Petrocub z przodu nie istniał, nawet nie podchodził pod bramkę Sławomira Abramowicza i w całej pierwszej połowie nie oddał ani jednego strzału, za to szczelnie się bronił i miał też trochę szczęścia przez nieskuteczność Jesusa Imaza. Hiszpan będący gwiazdą całej Ekstraklasy dopiero co przedłużył z klubem umowę do końca sezonu 2025/26 z opcją przedłużenia o kolejny. Potrafił już latem mieć serię ośmiu meczów bez gola, która zbiegła się aż z sześcioma porażkami z rzędu ekipy Adriana Siemieńca. Słaby Imaz równa się słaba Jagiellonia. W meczu z Petrocubem właśnie dał się we znaki Imaz z tamtego czasu.

Mistrz Polski musiał liczyć na drugiego napastnika – Afimico Pululu. Angolczyk w pierwszej kolejce zdobył spektakularną bramkę z piętki. Teraz… powtórzył ten wyczyn i w identyczny sposób trafił do siatki. Różnicą jest to, że tym razem było to dośrodkowanie z prawej strony, a z FC Kopenhagą z lewej. Pululu pokazał, że nieważne z której strony stoi oraz czy przodem, czy bokiem do bramki – i tak potrafi być groźny. Z piłką sporo metrów podciągnął Taras Romanczuk, dograł na skrzydło i otrzymał podanie zwrotne do szesnastki. Obrońca kryjący reprezentanta Polski interweniował w tak nieszczęśliwy sposób, że podał do Afimico Pululu, a ten – pyk, pięteczka i jeszcze obrócił się o 180 stopni, żeby zobaczyć, czy piłka wpadła do siatki. Nie zawiódł się, bo wpadła. Na zegarze była 69. minuta. “Jaga” późno rozpoczęła strzelanie.

Trzech minut potrzebował Afimico Pululu, żeby mieć na koncie dublet. Przy drugiej bramce był już asystent. To Miki Villar dograł z prawej strony do Angolczyka, a ten przyjął jedną nogą, uderzył mocno drugą i pokonał Silivu Smaleneę. Bramkarz w pierwszej połowie wygrywał pojedynki z Jesusem Imazem, lecz tym razem był bez szans. Kibice mogli odetchnąć, ponieważ długo trwały męczarnie ze sforsowaniem zasieków mołdawskich. Statystyki tego meczu to jedna wielka dominacja, ale finalnie liczy się to, co w sieci, a tu długo utrzymywał się rezultat 0:0. Petrocub ani razu nie sprawdził Sławomira Abramowicza. Posłał tylko kilka niecelnych uderzeń. Za to Jagiellonia może i w pierwszej części miała więcej klarownych okazji, ale to w drugiej była wreszcie skuteczna. Pululu ma udział przy wszystkich czterech golach Jagiellonii w tej edycji – najpierw gol i asysta z FC Kopenhagą, a teraz dublet z Petrocubem.

Dla Jagiellonii jest to debiut w fazie grupowej/ligowej europejskich pucharów. Wcześniej docierała do któregoś etapu eliminacyjnego. Jako mistrz Polski miała ułatwione zadanie, bo… niemal nie da się odpaść. Wystarczyło ograć FK Poniewież w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Potem były dwie porażki – z Bodo/Glimt (1:5 w dwumeczu) oraz Ajaksem już w Lidze Europy (1:7 w dwumeczu). Jeden wygrany dwumecz z Litwinami pozwolił i tak Jagiellonii na grę w fazie ligowej Ligi Konferencji. Tu idzie jej świetnie. Na szczególną uwagę zasługuje ogranie na wyjeździe FC Kopenhagi. W końcu na Parken przez dwa lata wygrał tylko Bayern Monachium i Manchester City, a nie potrafili: Manchester United, Galatasaray, Borussia Dortmund, Sevilla, a także Manchester City rok wcześniej (“Obywatele” grali z Duńczykami rok po roku). A tu przyjechała skromna “Jaga” skazywana na pożarcie i Darko Czurlinow w 97. minucie wprawił wszystkich w osłupienie. Po dwóch zwycięstwach i z bilansem bramkowym 4:1 mistrzowie Polski zajmują 7. miejsce w ogólnej tabeli Ligi Konferencji.

Related Articles