Skip to main content

Start Ligi Mistrzów przyniósł sporo emocji i kilka niespodzianek. Dziś ruszają pozostałe dwa europejskie puchary – Liga Europy oraz Liga Konferencji Europy. W tym ostatnim, traktowanym trochę po macoszemu, zobaczymy polskiego „rodzynka”, poznańskiego Lecha. Wśród uczestników obu czwartkowych rozgrywek nie brakuje wielkich klubów, które są rozpatrywane jako faworyci do podniesienia trofeum.

Wśród uczestników fazy grupowej UEFA Europa League znajdziemy przynajmniej kilku chętnych na końcowy triumf. Szczególną uwagę należy zwrócić na angielski duet. Zarówno Arsenal, jak również Manchester United to murowani faworyci do wygrania całych rozgrywek. Obie ekipy doskonale znają smak finału Ligi Europy – „Czerwone Diabły” są triumfatorem edycji 2016/2017 po wygranej nad Ajaxem Amsterdam i finalistą z 2021 roku, kiedy na Polsat Plus Arenie Gdańsk ulegli VIllarreal w serii rzutów karnych. Z kolei Arsenal sezonie 2018/2019 przegrał w finale derbowe starcie z Chelsea 1:4. Zespół Mikela Artety wreszcie doczekał się skutecznego napastnika w osobie Gabriela Jesusa, który notuje świetne wejście w sezon. Fenomenalny start w lidze przerwała porażka właśnie z Manchesterem United. Z kolei drużyna z Old Trafford przechodzi rewolucję pod rządami Erika ten Haga i wygląda na to, że zmiany idą w dobrą stronę. United zanotowali serię czterech ligowych zwycięstw z rzędu zostawiając w pokonanym polu nie tylko The Gunners, ale także Liverpool Jürgena Kloppa. Arsenal zagra w grupie z PSV Eindhoven, Zürichem i Bodø/Glimt. United, oprócz interesującej rywalizacji z Realem Sociedad, mają za rywali outsiderów – Omonię Nikozja i Sheriffa Tyraspol.

W Lidze Europy zobaczymy także finalistów historycznej, pierwszej edycji Ligi Konferencji Europy. Triumfator, AS Roma, rozpoczął sezon w imponującym stylu, ale w ostatniej kolejce kubeł zimnej wody wylała na niego drużyna Udinese wygrywając aż 4:0. Jose Mourinho znacząco wzmocnił ofensywę swojej drużyny, do której dołączyli Paulo Dybala i Andrea Belotti. Wciąż w rotacji „Giallorossich” znajduje się Nicola Zalewski, na którego będziemy zwracać baczną uwagę. Roma trafiła do interesującej grupy, w której równorzędnym przeciwnikiem powinien być Real Betis, zaś Łudogorec Razgrad i HJK Helsinki należy traktować jako „dawców” punktów. Równie dobrze jak Romie w Italii, w Eredivisie idzie Feyenoordowi Rotterdam. Do zespołu Arne Slota z drzwiami weszły dwa nowe nabytki – pozyskany z Ajaxu Danilo (5 goli) oraz Polak-rodak Sebastian Szymański (2 gole, 3 asysty). Bramka pomocnika reprezentacji Polski z weekendowego meczu z Go Ahead Eagles ma prawo kandydować do gola sezonu. Feyenoord w tabeli ustępuje jedynie mistrzowi z Amsterdamu. „De Kameraden” będą mieć za rywali rzymskie Lazio, Sturm Graz oraz Midtjylland. Szczególnie starcie z „Biancocelesti” i Ciro Immobile zapowiada się na jeden z hitów fazy grupowej.

Ubiegłoroczna historia Eintrachtu Frankfurt każe zwrócić uwagę także na reprezentantów Bundesligi. SC Freiburg oraz 1. FC Union Berlin są rewelacją początku sezonu za Odrą. Drużyna z Fryburga Bryzgowijskiego jest po pięciu kolejkach liderem, zaś berlińczycy plasują się na czwartej pozycji, ustępując pola Borussii Dortmund i Bayernowi Monachium. W obu drużynach próżno szukać gwiazd, a trenerzy Christian Streich i Urs Fischer zdecydowali się latem jedynie na kosmetyczne zmiany. Warto jednak spojrzeć choćby na Mortena Thorsby i Sheraldo Beckera z Unionu. Norweg po trzech sezonach pożegnał się z Sampdorią, zaś reprezentant Surinamu ma piorunujące wejście w sezon i jest liderem strzelców Bundesligi. Przed Freiburgiem zmagania z francuskim Nantes, Olympiakosem Pireus oraz Karabachem Agdam. Z kolei Union trafił do dość wyrównanej grupy z Malmö, Bragą i belgijskim Royale Union Saint-Gilloise.

Tegoroczna edycja Ligi Europy gości kilka drużyn, które na tle pozostałych wyglądają niczym ubodzy krewni. Tak należy patrzeć na HJK Helsinki, Karabach Agdam czy Ferencvaros Budapeszt. Finowie w swojej grupie są skazywani na porażkę, ale ubiegłoroczny przykład Bodø/Glimt pokazuje, że każdy może marzyć o pięknej przygodzie. Azerowie od lat są stałymi uczestnikami faz grupowych w Europie, ale dopiero w ubiegłym sezonie po raz pierwszy uzyskali awans z grupy. Dotychczas to ich największy sukces, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Trudna grupa nie ułatwi sprawy zawodnikom Karabachu. Węgierską motywacją dla „Fradich” jest rozgrywany na ich terenie finał rozgrywek. Gospodarzem decydującego starcia będzie bowiem budapesztańska Puskas Arena, będąca na co dzień domowym obiektem reprezentacji Madziarów. Potencjalny występ Ferencvarosu w finale rozpatrujemy w kategoriach science fiction.

Dużo większa egzotyka jest w UEFA Conference League. Wśród niebitych faworytów mamy tylko garstkę zespołów, a poza nimi mnóstwo piłkarskich kopciuszków. Zacznijmy od potentatów, wśród których na starcie sezonu najlepiej wygląda hiszpański Villarreal. Grupowy rywal i pierwszy przeciwnik Lecha Poznań jest rewelacją La Liga, będąc jedynym zespołem w stawce, który po czterech kolejkach nadal nie stracił gola. „Żółta Łódź Podwodna” z uwagi na remont Estadio de la Ceramica swoje mecze będzie rozgrywać w gościach na Estadi Ciutat de Valencia, domowym obiekcie Levante. Trener Unai Emery to specjalista od europejskich trofeów – wygrywał 4 z 5 finałów Ligi Europy (3 razy z Sevillą, raz z Villarreal). Kosmetyczne zmiany w składzie to przede wszystkim wypożyczenie Giovanniego Lo Celso z Tottenhamu. Oprócz Lecha rywalami zespołu Emery’ego będą Hapoel Beer Szewa i Austria Wiedeń. Villarreal to bardzo mocny kandydat do wygrania całych rozgrywek.

Konkurentem dla Hiszpanów powinien być West Ham United. Drużyna Davida Moyesa póki co notuje falstart w rozgrywkach angielskiej elity, ale w fazie grupowej Ligi Konferencji będzie miała nieco łatwiejszych rywali. Anderlecht Bruksela, Silkeborg i FCSB (niegdysiejsza Steaua Bukareszt) to przeciwnicy będący jednak półkę niżej niż choćby angielska TOP 6. „Młoty” wydały latem ponad 180 milionów euro na transfery, a z marszu do składu wkroczyli m.in. Thilo Kherer, Emerson czy Lucas Paqueta. Mimo pozyskania Alphonse’a Areoli miejsca w bramce West Hamu nie oddał Łukasz Fabiański, co jest świetną informacją dla dużej rzeszy polskich fanów „The Hammers”. W czwartkowe wieczory z uwagą będziemy spoglądać na poczynania londyńczyków.

Wśród faworytów upatrujemy również zespół Fiorentiny. Włosi trafili do grupy A z Heart od Midlothian, Istanbul Başakşehir i RFS Ryga, z której bez kłopotu powinni uzyskać promocję do dalszych gier. Trener Vincenco Italiano uzupełnił skład na każdej pozycji. Z Atalanty przybył bramkarz Pierluigi Gollini, z Szachtara Donieck boczny obrońca Dodo, z Juventusu defensywny pomocnik Rolando Mandragora, a z Realu Madryt bez kwoty odstępnego napastnik Luka Jović. Początek sezonu nie należy do najbardziej udanych w wykonaniu drużyny Szymona Żurkowskiego, ale wydaje się, że premierowe starcie w UEFA Conference League z Łotyszami będzie znakomitą okazją do przełamania się i pokazania swojej klasy.

Z drugiego szeregu atakować będą choćby zespoły Nicei, Slavii Praga czy FC Basel. Francuzi poczynili znaczące transfery pozyskując Kaspera Schmeichela, Aarona Ramseya, Rossa Barkleya czy Nicolasa Pepe, ale na starcie sezonu plasują się tuż nad strefą spadkową Ligue 1. W fazie grupowej nie będą mieć lekko w starciu z 1. FC Köln, Partizanem Belgrad czy 1.FC Slovácko Uherské Hradiště. Prażanie z kolei po wyeliminowaniu Rakowa Częstochowa trafili na łaskawą rękę losu, która skojarzyła ich z Sivassporem, CFR Cluj i kosowskim Ballkani Suharekë. Trzeba pamiętać, że Slavia w ostatnich pięciu latach trzykrotnie meldowała się w ćwierćfinale europejskiego pucharu, a w tym roku dodatkowym bodźcem będzie finał rozgrywany na ich stadionie. Gracze z Bazylei trafili z kolei do grupy śmiechu, o czym poniżej.

Przeciwnikami szwajcarów będą Slovan Bratysława, Żalgiris Wilno i Pjunik Erewań. Tak powinna wyglądać lista letnich sparingpartnerów ekstraklasowych średniaków, a nie lista przeciwników w fazie grupowej Ligi Konferencji. Musimy sobie uzmysłowić, że jeden z tych zespołów zagra wiosną w 1/16 finału tych rozgrywek. Wśród piłkarskich pariasów znajdujemy jeszcze reprezentanta Liechtensteinu, czyli FC Vaduz z drugiej ligi szwajcarskiej oraz irlandzki Shamrock Rovers. Kibice utożsamiający się z hasłem Against Modern Football z pewnością będą ściskali kciuki za wszystkich „słabeuszy” w Conference League.

Wśród 32 uczestników obu rozgrywek nie trudno dostrzec faworytów do korony króla strzelców. W Lidze Europy rywalizacja powinna być skupiona wśród zawodników z faworyzowanych ekip. Mamy tu na myśli Gabriela Jesusa, Marcusa Rashforda, Ciro Immobile czy Paulo Dybalę, ale baczną uwagę należy także zwrócić na atakujących z drugiego szeregu. Cody Gakpo z PSV czy Umar Sadiq z Realu Sociedad już pokazali, że potrafią strzelać. W Lidze Konferencji typujemy dość podobnie. Luka Jović, Mikhail Antonio z West Hamu, Gerard Moreno z Villarreal to nasi faworyci. Łatwiejsi rywale w grupach mogą pozwolić wybić się innym, mniej znanym graczom jak Adin Zeqiri (Basel) czy Hugo Cuypers (Gent). Europa to znakomite okno wystawowe dla zawodników, a dobre występy i skuteczna gra często promują transferem do lepszej ligi po lepsze pieniądze. I choć obsada obu pucharów nie powala na kolana to jednak kibice jak zwykle będą emocjonować się fazą pucharową każdego z nich. W końcu – jak mawiał Bill Shankly – futbol to nie jest sprawa życia i śmierci. To znacznie ważniejsza sprawa.

Related Articles