Skip to main content

Lidze francuskiej zarzuca się, że jest PSG i długo, długo nic. Bundeslidze z kolei to samo zarzuca się w kontekście Bayernu. Przez to obie ligi tracą na wartości. No to zarówno jedni i drudzy jakby się umówili, bo w niedzielę wpakowali swoim przeciwnikom taki sam bagaż siedmiu goli.

W sezonie 2020/21 Lille chwilowo postawiło się paryskim gigantom, zostając sensacyjnym mistrzem Ligue 1. To był wielki czas Christophe’a Galtiera, bo to właśnie on poprowadził Les Dogues do takiego sukcesu, który będzie się wspominać w mieście długimi latami. Dzięki konkretnej pracy w Saint-Etienne, w której potwierdzał jakość w każdym sezonie, promując wiele późniejszych europejskich gwiazd i dzięki sensacyjnemu tytułowi mistrzowskiemu, dostał szansę, by pomóc w projekcie Nicei ze znacznie większym budżetem i ambicjami. Zajął 5. miejsce, awansując do eliminacji Ligi Konferencji, jednak pozostał niedosyt, bo do miejsca w Champions League nie brakło wiele. I pewnie drugi sezon byłby w wykonaniu Galtiera lepszy, ale otrzymał ofertę życia od PSG. Ma za zadanie skleić zespół z indywidualności i polepszyć team spirit w szatni. W tej chwili strzela Mbappe, strzela Neymar i strzela Messi. I nikt nie marudzi. Razem mają już 12 goli po trzech kolejkach. PSG właśnie ograło Lille 7:1, a Galtier nie miał litości dla byłych podopiecznych.

Trudno jest scalić taki gwiazdozbiór, zwłaszcza, że najmniejszy płomyk jest wykorzystywany do podsycania i budowania pewnej narracji w mediach. Tak było choćby w wygranym 5:2 meczu z Montpellier. Kylian Mbappe zmarnował tam karnego, a do kolejnego podszedł już Neymar. W jednej z akcji Francuz pokazał się na lewym skrzydle, a Vitinha mógł podać do niego albo do Messiego na prawo i wybrał tę drugą opcję. Mbappe się obraził, machnął ręką i olał tę akcję, po prostu przestał biec. Galtier tłumaczył zawodnika na konferencji prasowej, ale wbił mu też delikatną szpileczkę, mówiąc, że to normalne, że się frustruje, gdy nie pokazuje pełni formy w porównaniu do innych piłkarzy PSG. Nowy trener będzie musiał gasić takie małe pożary, a na razie wszystko uchodzi mu płazem, bo paryżanie ładują kolejnym rywalom mnóstwo bramek. 5:0 z Clermont, 5:2 z Montpellier i 7:1 z Lille. PSG nie musi motywować się tym, co ma za plecami, ale grać przeciwko opinii, że to zlepek pseudogwiazdorków, którzy nie tworzą kolektywu. Messi dawno nie wyglądał tak dobrze.

Bayern także gra przeciwko światowej opinii. W końcu stracili największą gwiazdę zespołu i będą za wszelką cenę chcieli udowodnić, że w tym momencie są jeszcze lepsi. A to skutkuje obijaniem tyłków kolejnych rywali. Zaczęło się od Lipska, który przegrywał już 0:3 po 45 minutach meczu o Superpuchar Niemiec. W drugiej połowie podopieczni Tedesco się obudzili, ale i tak skończyło się na 3:5. Można powiedzieć, że chociaż trochę powalczyli. Później już Bayern miażdżył kolejnych przeciwników. Eintracht Frankfurt, który zachwycał nas w poprzednim sezonie Ligi Europy, przegrał 1:6, a już do przerwy było 0:5. Gdyby goście nie zwolnili, to skończyłoby się jeszcze większą kompromitacją. Z Wolfsburgiem było niby tylko 2:0, ale i tak to Bayern przez cały mecz dyktował warunki, a Wilki nie były nawet przez moment blisko punktów. Pełna kontrola i tylko jeden celny strzał na bramkę Neuera.

No a teraz 7:0 z Bochum. I tylko Jacka Góralskiego żal, bo wszedł na debiut przy 0:5. Piłkarze Bayernu  bawili się piłką, znów wszystko jasne było do przerwy. Nagelsmannowi zależy na zbudowaniu Sadio Mane, który ma być naturalnym następcą Lewandowskiego. Na koncie ma już trzy ligowe trafienia i co istotne – jest wykonawcą rzutów karnych, a to podnosi jego status w drużynie. W Liverpoolu wykorzystywał je przecież Mohamed Salah. Debiutancką bramkę zdobył też nowy stoper, de Ligt. Bayern pokazuje pazur, a czeka jeszcze na powrót Leona Goretzki, który pewnie zastąpi w środku pola Marcela Sabitzera i jakość jeszcze się zwiększy. Zespół jest w tak dobrej formie i humorze, że nawet… złożył urodzinowe życzenia Robertowi Lewandowskiemu w social mediach! Bilans bramkowy +14 po trzech ligowych kolejkach wygląda imponująco. Borussia Dortmund przegrała w niewyjaśnionych okolicznościach z Werderem, a Lipsk już w ogóle zaczął słabiutko… od dwóch punktów w trzech meczach.

To mogą być nudne sezony we Francji i w Niemczech. I nie chodzi tu o kolejne mistrzostwa. Oba kluby mają coś większego do udowodnienia.

Related Articles