Skip to main content

Dawno już nie mieliśmy sytuacji, w której drużyna spoza najwyższej klasy rozgrywkowej reprezentowała Polskę w europejskich pucharach. Wisła Kraków 2 maja wygrała w dramatycznych okolicznościach finał Pucharu Polski z Pogonią Szczecin i po 12 latach wraca na arenę międzynarodową. Biała Gwiazda swoją batalię w Lidze Europy rozpoczyna od meczu z kosowskim KF Llapi.

Krakowski klub jest jednym z dwóch przedstawicieli drugiej klasy rozgrywkowej w europejskich pucharach 2024/2025. W Rumunii podobnej sztuki dokonał Corvinul Hunedoara, który jednak był zdecydowanie bliższy awansu do tamtejszej Ekstraklasy. Zajął nawet drugie miejsce po rundzie zasadniczej i tak samo było po fazie play-off. Tyle że zgodnie z rumuńskimi przepisami nie mogli trafić do rozgrywek Liga I, gdzie wszystkie kluby muszą być w prywatnych rękach. Corvinul to nadal klub miejski i pozostanie na drugim poziomie rozgrywkowym, co połączy z grą w Lidze Europy. Biała Gwiazda chciałaby zająć drugie miejsce na zapleczu Ekstraklasy, co dałoby promocje i powrót na poziom, gdzie według wielkości klubu powinni być. Wiślacy w sezonie 2022/2023 byli przynajmniej w barażach, które przegrali w haniebny sposób – 1:4 w półfinale z Puszczą Niepołomice przy Reymonta. Jednak to był zdecydowanie lepszy finisz, niż w minionych rozgrywkach. Teraz było to zaledwie 10. miejsce! Kompromitacja, tym bardziej że Biała Gwiazda przegrała trzy ostatnie mecze sezonu, tracąc w nich 12 goli. Co ciekawe do ostatniej kolejki mieli okazje na załapanie się do baraży. Po czasie okazało się, że wszystko było w ich rękach, gdzie wystarczyło pokonać grającą o pietruszkę Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, ale skończyło się gigantyczną wpadką 0:3!

Przymusowy rozwód
Zatrudnienie na rundę wiosenną Hiszpana Alberta Rude traktowano jako spore ryzyko. Oczywiście Jarosław Królewski kierujący się niemal wyłącznie naukowymi dowodami, analizami danych itd. przekonywał wszystkich, że to najlepszy z możliwych wyborów. Wisła Kraków musiała jednak gonić rywali, a były szkoleniowiec Castellon nie znał kompletnie specyfiki ligi. Krakowianie przeplatali niezłe mecze, tymi znacznie gorszymi. Tych drugich było zresztą znacznie więcej, czego efekt był na koniec sezonu. Kłopotem były m.in. czerwone kartki. Tych w całej rundzie zebrali aż pięć, z czego trzykrotnie grali w osłabieniu już w pierwszej połowie. Pojedynczy przypadek mógłby się przydarzyć każdemu, ale trzy to zdecydowanie za dużo. Co więcej dwukrotnie zawodnicy wylatywali po pięciu minutach! Tak było, gdy Bartosz Jaroch i Eneko Satrustegui kończyli błyskawicznie mecze z Motorem Lublin i GKS-em Katowice, przegrane zresztą 1:3 i 2:5. Nieco później czerwień zobaczył w ostatniej kolejce Marc Carbo – 25. minuta. Tak czy siak nijak sobie nie pomagali takimi zachowaniami.

Fatalny wynik na koniec sezonu musiał się skończyć szybkim rozwodem z trenerem Rude. Nikogo to nie dziwiło, gdyż trzeba było poszukać kogoś, kto będzie w stanie Wisłę dźwignąć wyżej. Oczywiście, że teraz jest przyjemny dodatek w postaci europejskich pucharów, ale umówmy się… to nie potrwa specjalnie długo. Trudno liczyć – z rankingiem Wisły – na fazę grupową, nawet startując od Ligi Europy. Dwie rundy gwarantowane, ale trzeba pamiętać, że następny rywal, bez względu na rozgrywki będzie już raczej poza zasięgiem – Rapid Wiedeń lub Brondby. Tyle że wyeliminowanie kosowskiej ekipy pozwoli zapewnić sobie kolejne dwie rundy – w najgorszym wypadku drugą w LE oraz trzecią Lidze Konferencji. To i tak byłaby ciekawa przygoda dla pierwszoligowca.

Stary znajomy na ratunek
Kazimierz Moskal był asystentem Adama Nawałki, Roberta Maaskanta, Henryka Kasperczaka czy Tomasza Kulawika w Wiśle Kraków. Spędził w niej wcześniej wiele lat także jako piłkarz, a później był także kilkukrotnie trenerem. Prowadził Białą Gwiazdę jako tymczasowy szkoleniowiec w 2006, na przełomie 2011 i 2012 roku, a także dostał 32 mecze w 2015 roku. Teraz jednak wraca jako zdecydowanie bardziej doświadczony szkoleniowiec. Pracował w Pogoni Szczecin, Sandecji, ŁKS-ie(dwukrotnie) czy Zagłębiu Sosnowiec. Zanotował awanse do Ekstraklasy, a jego drużyny zawsze oglądało się z dużą przyjemnością. To właśnie zbyt odważny styl gry i przywiązanie do niego było zarzewiem zwolnienia Moskala z Łodzi jesienią ubiegłego roku. Awans zrobił, nie dostał wzmocnień, a później były wielkie zdziwienia, że klub z Alei Unii Lubelskiej nie punktuje na zadowalającym poziomie.

57-latek podpisał dwuletni kontrakt i ma sporą przewagę nad Albertem Rude. Moskal doskonale wie, gdzie trafia. Zna Wisłę Kraków na wylot, był w niej zarówno w czasach świetności, ale także, gdy zaczynało być znacznie bardziej krucho z pieniędzmi. Teraz znacznie bliżej do tej drugiej sytuacji. Wie jednak, że przy Reymonta nie ma miejsca na żadne tłumaczenia. Tam nikogo nie interesuje obecność takich klubów, jak Ruch Chorzów, Arka Gdynia, ŁKS czy reszta na pierwszoligowym poziomie. Trzeci sezon na zapleczu z rzędu to zdecydowanie o trzy za dużo i cel jest dalej ten sam – awans. Najlepiej, gdyby przy okazji udało się awansować do fazy grupowej europejskich pucharów, powalczyć o obronę Pucharu Polski. To wszystko okrasić efektownym stylem gry oraz promocją młodych Polaków. Trochę ironii pokazującej, jakie wymagania są stawiane przed trenerami w tej części Krakowa. Wisła to nadal wielki klub, ale sportowo dzisiaj są dość daleko. Najprościej mówiąc to była dopiero 28. drużyna ubiegłego sezonu na polskich boiskach, licząc tabelę Ekstraklasy i I ligi. Kibice, którzy przywykli do sukcesów lub na nich się wychowali, teraz mają problem z zaakceptowaniem obecnego stanu rzeczy. Czasem oczekując irracjonalnych rzeczy od obecnych trenerów i piłkarzy. Z drugiej strony Wisła miała w ubiegłym sezonie bardzo mocny skład, ale im bliżej końca, tym bardziej wszystko opierało się na Angelu Rodado. 22 gole dały tytuł króla strzelców, ale to także była 1/3 dorobku drużyny. Dodając gole Goku Romana, mamy już połowę bramek Białej Gwiazdy. To zbyt duże uzależnienie. Zwłaszcza, że w tyłach potrafiło być wesoło, w dużej mierze za sprawą słabej organizacji, ale także postawy Alvaro Ratona między słupkami. Daleko przykładów nie trzeba szukać, a wystarczy przypomnieć jego “wesołą twórczość” w meczu z Motorem Lublin u siebie.

Wietrzenie szatni
Spore zmiany zaszły także w kadrze zespołu. Póki co więcej odejść, niż transferów przychodzących. Odszedł wspomniany Raton, ale to raczej kibice w Krakowie przyjęli z ulgą. Nie ma już Michała Żyry, a niespodziewany transfer odbył się z Mikim Villarem. Niechciany przy Reymonta trafił do… mistrza Polski – Jagiellonii Białystok. Szymon Sobczak opowiadający wiosną, że drużyny w I lidze traktują Wisłę jak Real Madryt, teraz zamienił Ma.. tzn. południową Polskę na Arkę Gdynia. Pół żartem, pół serio zamiast Realu, będzie według barw Boca Juniors. Ponadto odeszli Billel Omrani, Vullnet Basha, Dejvi Bregu, David Junca oraz Eneko Satrustegui. Nadal nie wiadomo, co się wydarzy z Angelem Rodado czy Goku Romanem. Ewentualne odejścia byłyby sporym kłopotem dla siły ofensywnej. Na celowniku wielu klubów jest także utalentowany obrońca Jakub Krzyżanowski. Była podobno oferta z Lechii Gdańsk, ale została odrzucona. Chętnych nie brakuje także zagranicą. Wśród potencjalnych kontrahentów m.in. Bologna, która ma dobre wspomnienia z zakupem polskich talentów, patrz przykład Kacpra Urbańskiego.

Do klubu trafił m.in. Rafał Mikulec z Resovii, gdzie był jednym z nielicznych pozytywów w spadkowym sezonie. Ciekawym wzmocnieniem defensywy powinien Giannis Kiakos. Grek w ubiegłym sezonie grał dla Gianniny w rodzimej Ekstraklasie, gdzie zanotował 20 meczów i jednego gola. Trzecim transferem jest inwestycja w młodych. Mowa o byłym graczu Rakowa, a ostatnio Stali Stalowa Wola. Oliwier Sukiennicki nie będzie już młodzieżowcem, ale nadal ma wiele lat gry przed sobą. Pod Wawel wrócili m.in. wypożyczeni jak Mikołaj Biegański(MLS) czy duet z Łęcznej – Piotr Starzyński i Enis Fazlagić. Ten ostatni razem z Kacprem Dudą doznali jednak teraz kontuzji i nie zagrają przynajmniej w dwumeczu z Llapi.

Krótko o rywalu
KF Llapi to oczywiście totalnie anonimowa drużyna z naszej perspektywy. Trudno się dziwić, skoro mówimy o wicemistrzu Kosowa. Jednak dla Llapi to nie będzie pierwsza, a już trzecia przygoda w europejskich pucharach. Trudno jednak dotychczasowe uznać za udane. Najpierw odpali z macedońskim Shkupi, a rok później z Buducnost Podgoricą z Czarnogóry. Nie były to najmocniejsze przeszkody, a rywale raczej nie mieli kłopotów z ich ograniem. Dwukrotny zdobywca pucharu Kosowa oraz jednokrotny triumfator miejscowego superpucharu nadal czeka na swoje pierwsze mistrzostwo kraju. To jednak nie jest młody klub, bowiem dwa lata temu świętował swoje 90. lecie. Przez wiele lat jednak trudno było powalczyć o wysokie cele, zwłaszcza w czasach Jugosławii. Teraz przy oddzielnej lidze ma szansę ruszać na podbój Europy. W czwartek po raz pierwszy pokaże się poza Bałkanami.

Dobra informacja dla Wisły jest taka, że nie ma tam już króla strzelców ligi kosowskiej z ubiegłego sezonu. Muhamet Hyseni ma już za sobą debiut w reprezentacji kraju, okraszony zresztą bramką w eliminacjach do Euro przeciwko Szwajcarii! W ubiegłym sezonie strzelił aż 26 goli na ligowych boiskach i wywalczył transfer do drugoligowca z Danii. AC Horsens według informacji portalu Transfermarkt zapłaciło za niego 650 tysięcy euro.

***

Początek czwartkowego meczu przy Reymonta o godzinie 20:30.

Related Articles