
Na zgrupowanie barażowe nie zostali powołani: Jakub Kamiński, Robert Gumny oraz Dawid Kownacki, czyli trio z Bundesligi. Trzeciego jeszcze sezon temu wciskano do kadry, “Kamyk” grał w dwóch ostatnich meczach kadencji Fernando Santosa w pierwszym składzie. Portugalczyk korzystał też z Gumnego. Dziś wszyscy są na peryferiach piłki nożnej.
Ilu mamy Polaków w Bundeslidze? Czterech. Oprócz trzech wymienionych powyżej jest jeszcze Marcel Łubik, ale trudno w jego przypadku spodziewać się występów w pierwszej drużynie Augsburga. Na razie broni sobie spokojnie w rezerwach, w końcu ma dopiero 19 lat. Trzech pozostałych to już jednak pełnoprawni seniorzy, lecz wszyscy mają żenujący status w swoich drużynach. Wszyscy trzej razem wzięci uzbierali zaledwie 11 spotkań w podstawowym składzie. Robert Gumny zajmuje 18. pozycję pod względem liczby minut w Augsburgu, Jakub Kamiński jest na 19. pozycji w Wolfsburgu, a Dawid Kownacki z kolei na 21. miejscu w Werderze Brema. Taki właśnie jest status Polaków w ich ekipach. Nie mówimy o podstawowym składzie. Nie są nawet jakimiś istotnymi rezerwowymi do wejścia, tylko balansującymi na granicy załapania się do meczowego składu.
Zacznijmy od Jakuba Kamińskiego, który przecież w poprzednim sezonie trochę się rozkręcał, ale już na wiosnę był podstawowym zawodnikiem Wolfsburga i uzbierał w Bundeslidze ponad 2000 minut. To raczej dobrze wróżyło na przyszłość. W końcówce strzelił trzy gole, a więc już w ogóle dołożył to, czego do tej pory najbardziej mu brakowało. Trafił z Vfl Bochum, Hoffenheim oraz w ostatniej kolejce z Herthą. Wszystko pod wodzą Niko Kovaca, zatem można było przypuszczać, że wywalczył sobie zaufanie trenera. Kamiński w tym sezonie jesienią je stracił i… nie miał pojęcia dlaczego. Na antenie viaplay zarzucał Kovacowi, że nie wyjaśnił mu sytuacji, a on sam nie wie czemu nie gra i nikt z nim tego tematu nie poruszał.
Sezon trwał i nic się nie zmieniało aż do… początku stycznia. Wtedy pojawił się promyczek nadziei, gdy dobrze przepracował okres przygotowawczy, pokazał się w sparingach i w dwóch meczach z rzędu wyszedł w podstawowym składzie, lecz rozczarował trenera. Nie został dobrze oceniony, zagrał słabiutko. Zasłynął zmarnowaną doskonałą szansą z FSV Mainz. Co było później? Całkowite pominięcie. Był coraz bardziej odsuwany od składu. Od 20 stycznia nie rozegrał ani jednego spotkania w klubie, a to już ponad dwa miesiące. Przestał się łapać nawet do kadry meczowej i lądował na trybunach. Kovac nie widział go w zespole, jednak w połowie marca po fatalnej serii 11 spotkań bez wygranej został zwolniony. Jakub Kamiński wróci z kadry U21 i zastanie nowego trenera – Ralpha Hassenhuetla. Wystarczy kilka słów od Jana Bednarka, bo ten menedżer prowadził go długo w Southampton.
Dawid Kownacki strzelał rok temu, jak na zawołanie. Uzbierał aż 14 goli dla Fortuny Dusseldorf na poziomie 2. Bundesligi i zaliczył też dziewięć asyst. Świetnie się tam czuł. Pchano “Kownasia” nawet do kadry! Tak dobry sezon zaowocował przenosinami do Bundesligi. Chciało go więcej klubów, bo też i Union Berlin. W końcu miał kartę w ręku i mógł wybierać. Zdecydował się na Werder Brema i tam… kompletnie przepadł. Za chwilę kwiecień, a nie ma on na koncie ani jednego gola i ani jednej asysty. Niemiecki portal “90min.de” pisał, że jest szóstym najlepiej zarabiającym w Werderze, co oznaczałoby już w ogóle wielki niewypał. W rankingach umieszczany jest jako jedno z największych rozczarowań transferowych całego sezonu. Nie dostawał zbyt wielu szans na grę, wchodził głównie na ogony. Dotychczas oddał tylko… dwa celne strzały. To zatrważająca statystyka, jak na napastnika. Minut nie rozegrał dużo, bo ledwie przekroczył 300.
Po Robercie Gumnym spodziewaliśmy się najmniej z całej tej trójki, a paradoks jest taki, że to on najczęściej wychodził w pierwszym składzie (pięciokrotnie) i to on ma najwięcej rozegranych minut. Kto by pomyślał, że chłopak, który już dawno temu był na wylocie będzie naszym… najlepszym piłkarzem w Bundeslidze? Oczywiście nie jest powiedziane, że dobrym, ale najlepszym z tej całej mizerii. Swoich minut jednak nie poprawi, gdyż zerwał więzadło krzyżowe w kolanie. Nawet zdrowy nie pojawiał się ostatnio za często na boisku – w ostatnich dziewięciu spotkaniach zaledwie raz i to na kwadrans. Robert Gumny totalnie sprzeciętniał w Augsburgu i niczym specjalnym się tam nie wyróżnia. W poprzednim sezonie strzelił co prawda gola i zaliczył dwie asysty, ale w końcówce stracił miejsce w podstawowej jedenastce. Jego ogólna ocena jest przeciętna. To już czwarty sezon Polaka w tym klubie. Niby gra na poziomie Bundesligi, ale może bardziej… jest na tym poziomie.
To doprawdy trudne do pojęcia, żeby liga, która niegdyś słynęła z Polaków miała z tym w tej chwili aż taki problem. Nawet Bartosz Białek potrafił mieć przecież dobre momenty. Absolutną gwiazdą był Robert Lewandowski, mieliśmy trio w Borussii Dortmund, bardzo cenionego Rafała Gikiewicza, dekadę temu w Hannoverze występował Artur Sobiech, w Koeln sporo grał Paweł Olkowski, a jak przeniesiemy się do tyłu o dwie dekady to połowa kadry Jerzego Engela występowała w klubach Bundesligi. Teraz nie ma na tym poziomie ani jednego Polaka, którego zakwalifikowalibyśmy chociażby do kategorii “solidny”. Ba, nie ma nawet przeciętnego. Są sami słabi. Czy nowy trener coś zmieni w karierze Jakuba Kamińskiego? Przekonamy się, bo aż żal na to wszystko patrzeć…