Sytuacja Swansea w tabeli Premier League jest gorsza z kolejki na kolejkę. Łabędzie zakotwiczyły na ostatnim miejscu, a strata do bezpiecznej strefy wynosi 6 punktów. Teoretycznie dziś może wynosić już tylko trzy, ale chyba tylko najwięksi optymiści wśród kibiców walijskiego klubu liczą na zwycięstwo z Liverpoolem. Dużo bardziej prawdopodobne jest to, że Łukasz Fabiański znajdzie się dziś pod ostrzałem gwiazd The Reds – Roberto Firmino, Sadio Mane czy Mohameda Salaha, który zapewne nie chce stracić dystansu do Harry’ego Kane’a.
Początek sezonu w wykonaniu Swansea był jeszcze całkiem obiecujący, ale im dalej w las, tym pozytywów coraz mniej. 20 grudnia kiepskie wyniki Walijczyków posadą trenera przypłacił Paul Clement, a zastąpił go Carlos Carvalhal. Trudno pokusić się jednak o opinię, by zmiana ta przyniosła jakiekolwiek oczekiwane efekty. Swansea nadal gra i punktuje tak samo miernie. Po 23 kolejkach ekipa z Liberty Stadium ma na koncie największą liczbę porażek ze wszystkich zespołów – aż 14. Łabędzie także najrzadziej trafiają do bramki przeciwnika – raptem 14 zdobytych goli, to rezultat po prostu wstydliwy. Liderujący Manchester City cieszył się ze zdobytych goli w tym sezonie już 70 razy!
Co jest główną przyczyną tak słabej gry i wyników Swansea? Najprościej rzecz ujmując – kiepski skład. Trudno w Premier League znaleźć zespół o równie słabej kadrze, przynajmniej na papierze. O ile w bramce Łukasz Fabiański trzyma dobry poziom i jest od wielu miesięcy ostatnią deską ratunku swojego zespołu, o tyle w każdej kolejnej formacji powodów do zachwytu brak. Najlepsi strzelcy drużyny mają zaledwie po cztery gole, a w sumie w tym sezonie tylko siedmiu graczy Swansea było w stanie wpisać się na listę strzelców. W obronie i pomocy trudno szukać zawodników, za którymi oglądałyby się inne kluby Premier League. Przeciętność i nic poza tym. Jak w takich warunkach, bez konkretnych wzmocnień, można liczyć na utrzymanie?
Liverpool jest w zupełnie innej sytuacji, na wyraźnej krzywej wznoszącej. Ostatnia porażka The Reds datowana jest na październik, kiedy to lepszy od podopiecznych Jurgena Kloppa okazał się Tottenham. Od tamtej pory Liverpool nie przegrał 18 kolejnych spotkań, większość z nich wygrywając. Ostatnia wygrana 4:3 nad niepokonanym do tamtej pory w całym sezonie Manchesterem City pokazała moc liverpoolczyków i to już nawet bez sprzedanego do FC Barcelony Philippe Coutinho.
Włodarze klubu z trenerem Kloppem głowią się pewnie nad wynalezieniem godnego zastępcy dla Brazylijczyka, ale jeśli Liverpool utrzyma taką formę, to być może nie okaże się to pilna i niezbędna potrzeba. W realiach Premier League 2017/18 nie ma trudniejszej przeprawy niż rywalizacja z The Citizens, a tymczasem ekipa z Anfield Road podołała wyzwaniu i przerwała piękny sen Pepa Guardiola o sezonie bez porażki w lidze.
W znakomitej formie znajduje się Roberto Firmino, na początku sezonu nieco krytykowany na małą liczbę strzelanych goli. Firmino to jednak niesamowicie pracowity zawodnik, pierwszy obrońca drużyny. Ostatnio poprawił swoje statystyki goli i asyst i nikt już nie śmie go krytykować, zwłaszcza że i Liverpoolowi idzie po prostu bardzo dobrze. Ciągle swoje gole i asysty dorzuca przecież także Salah, bezwzględnie objawienie tego sezonu. Egipcjanin w barwach Chelsea odbił się od Premier League jak od ściany, a tymczasem gdy wrócił na Wyspy, stał się jedną z największych gwiazd ligi, wkomponowując się w ofensywną maszynkę trenera Kloppa wprost idealnie.
Dziś stawiający na ofensywę Liverpool może wrzucić defensywę Swansea do pralki i włączyć tryb szybkiego wirowania, a to w zasadzie gwarantuje sporo pracy dla Łukasza Fabiańskiego, który raczej nie wspomina zbyt miło ostatniego starcia z The Reds. Pamięta je dość dobrze, bo miało ono miejsce w Boxing Day, a zatem 26 grudnia. Liverpool wygrał tamten mecz 5:0.