
Faza grupowa turnieju już za nami. Z dwudziestu czterech drużyn, które dostarczały nam emocje przez ostatnie 2 tygodnie, zostało tylko szesnaście. Dziś rozpoczniemy fazę pucharową. Stawką każdego kolejnego meczu będzie dalsze być albo nie być w mistrzostwach.
Szwajcaria – Włochy (18:00)
Na pierwszy ogień zagrają ze sobą drużyny, które zajęły drugie miejsca w grupie A i B. Rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie. Szwajcarzy, którzy z zmaganiach grupowych mierzyli się z gospodarzami turnieju, Niemcami, a także reprezentacjami Szkocji i Węgier, przeszli suchą noga przez trzy spotkania. Zwycięstwo i dwa remisy dały ekipie trenera Murata Yakina pewny awans do dalszych gier.
„Helweci” zaprezentowali kibicom ofensywny i widowiskowy futbol. Dobitnie przekonali się o tym „Madziarzy”, którzy w inauguracyjnym spotkaniu dostali od Szwajcarii trzy „sztuki”. Los Węgrów mogli podzielić Szkoci, ale tych dwukrotnie uratował VAR – gole Dana Ndoye i Breela Embolo zostały anulowane z powodu nieznacznych spalonych. Z kolei „Die Mannschaft” długo męczyli się ze szwajcarską jedenastką i dopiero w doliczonym czasie gry uratowali remis. Po trzech meczach grupowych należy spodziewać się po Szwajcarach ogromnej determinacji, atrakcyjnej dla oka ofensywnej gry i szukania szans na gola niemal z każdej pozycji (vide fenomenalna bramka Xherdana Shaqiriego w starciu ze Szkocją).
Szwajcaria trafiła jednak na wymagającego przeciwnika. Choć słynne włoskie catenaccio powoli odchodzi do lamusa, nie można przejść obojętnie obok naprawdę solidnej gry w defensywie „Squadra Azzurra”. Oczywiście trener Luciano Spalletti ma jeszcze nad czym pracować – w końcu Włosi stracili gola z Albanią już w pierwszej minucie meczu. Jednak to właśnie obrona będzie fundamentem ewentualnego sukcesu reprezentacji Włoch w fazie pucharowej mistrzostw Europy. Dlaczego?
Bowiem trudno szukać włoskich przewag w ofensywie. Linia ataku od lat nie była tak wybitnie nieutalentowana strzelecko jak obecnie. Jedynym napastnikiem, który wpisał się na listę strzelców podczas turnieju był rezerwowy Mattia Zaccagni (Lazio). Wobec nieobecności Ciro Immobile (Lazio) i Domenico Berardiego (Sassuolo), najlepszych strzelców Włochów, za zdobycz bramkową odpowiadają Gianluca Scamacca (Atalanta), Giacomo Raspadori (Napoli) i Mateo Retegui (Genoa), którzy razem do spółki mają w kadrze o jednego gola więcej niż ofensywny pomocnik Nicolo Barella (Inter). Dramat to mało powiedziane.
Nie zdziwcie się zatem jeśli w sobotnie popołudnie ton grze nadawać będą „Helweci”. Michel Aebischer i Remo Freuler (obaj Bologna) byli najaktywniejszymi ogniwami ofensywy Szwajcarii. Za nadmiar kartek będzie pauzował Silvan Widmer (Mainz), którego na prawym wahadle najpewniej zastąpi Leonidas Stergiou (VfB Stuttgart). W szeregach Włochów zabraknie jednego z najjaśniejszych punktów zespołu podczas turnieju, obrońcy Riccardo Calafioriego (Bologna). W siedmiu ostatnich potyczkach obu drużyn w XXI wieku, aż pięciokrotnie padał remis, zaś dwa razy wygrywali Włosi. Spotkanie poprowadzi sędzia Szymon Marciniak. Czy Szwajcarzy tym razem spłatają figla obrońcom mistrzowskiego tytułu z Półwyspu Apenińskiego?
Niemcy – Dania (21:00)
Wieczorem na murawę Signal Iduna Park w Dortmundzie wybiegną gospodarze turnieju, którzy zmierzą się z Duńczykami. Podopieczni trenera Juliana Nagelsmanna przed startem imprezy byli niemożebnie, ale zasłużenie, krytykowani przez swoich fanów. Trzy grupowe mecze Niemców ponownie rozpaliły nadzieję w sercach niemieckich kibiców. Co prawda to nadal nie jest walec, jak za czasów Mistrzostw Świata w Brazylii, ale spokojnie. Przecież jeszcze rok temu „Die Mannschaft” przegrywała z Polską, Japonią czy Turcją.
Dziś reprezentacja Niemiec znów pokazuje futbol, którego nie musi się wstydzić. Futbol szybki, futbol widowiskowy, ale jeszcze nie do końca skuteczny. Paradoksalnie w meczu ze Szkocją Niemcy zdobyli 5, a przeciwko Węgrom dwa gole, ale już w starciu ze Szwajcarią byli piekielnie nieskuteczni i rzutem na taśmę uratowali remis. Nagelsmann może liczyć na będących w świetnej dyspozycji Jamala Musialę (Bayern) i Nicklasa Füllkruga (Borussia Dortmund), ale strzelca wyborowego w składzie próżno szukać. Teoretycznie gospodarze mają sporo argumentów, aby w sobotni wieczór ograć Duńczyków. Ale…
… w XXI wieku zrobili to tylko raz, choć właśnie podczas Mistrzostw Europy w 2012 roku. Dania nie jest dla Niemców wygodnym rywalem. Spotkania obu zespołów zawsze były zacięte i zwykle kończyły się bez rozstrzygnięcia. Takiego scenariusza nie przewiduje jednak regulamin turnieju w fazie pucharowej. Drużyna trenera Kaspera Hjulmanda w grupie C zanotowała trzy remisy. Mimo optycznej przewagi w każdym ze spotkań – ze Słowenią, Anglią i Turcją – raziła nieskutecznością i nie potrafiła przechylić szali wygranej na swoją stronę. Strzelone przez kadrę Danii dwa gole w turnieju to mizerny bilans przy ośmiu bramkach rywali.
Jak dotychczas jedynie Jonas Wind (Wolfsburg) z duńskiej formacji ataku miał udział w akcji bramkowej, notując asystę przy trafieniu Christiana Eriksena (Man Utd) przeciwko Słoweńcom. Pozostali – Rasmus Hojlund (Man Utd), Kasper Dolberg (Anderlecht) i Youssuf Poulsen (RB Lipsk) – zanotowali puste przebiegi. To może być spory kłopot dla selekcjonera reprezentacji Danii. Obie drużyny będą musiały dokonać rotacji w składzie. Niemcy za nadmiar żółtych kartek stracili podstawowego obrońcę, Jonathana Taha (Bayer), którego powinien zastąpić Nico Schlotterbeck (Borussia). Z kolei Duńczycy będą musieli radzić sobie bez środkowego pomocnika, Mortena Hjulmanda (Sporting). W jego miejsce na boisku od pierwszej minuty najprawdopodobniej znajdzie się Thomas Delaney (Anderlecht).
Czy gospodarze udźwigną presję fanów ze słynnej trybuny „Gelbe Wand” (niem. Żółta Ściana) na Signal Iduna Park? Czy Dania będzie w stanie po raz kolejny narzucić swoje warunki? I przede wszystkim czy mecz zostanie rozstrzygnięty w regulaminowym czasie? Przekonamy się dziś wieczorem.