
Od wielu lat całe piłkarskie Niemcy marzą o jednym – detronizacji Bayernu Monachium. Wiosną Borussia Dortmund dokonała niemożliwego i tuż przed metą wyłożyła się jak długa. Teraz okazje do rywalizacji o tytuł z monachijczykami ma Bayer Leverkusen z byłym graczem Bayernu za sterami. Już wiadomo, że ekipa Xabiego Alonso rok 2023 skończy w roli lidera, ale do rozegrania pozostała jeszcze 16. kolejka Bundesligi.
Cztery “oczka” przewagi ma Bayer nad Bayernem. To efekt niemal bezbłędnej gry tych pierwszych. Oczywiście w tej przewadze swój udział miała także… pogoda. Przez nią do skutku nie doszedł mecz Bayernu z Unionem Berlin z 13. kolejki. Na jego rozegranie trzeba będzie poczekać do końcówki stycznia i wtedy tabela będzie kompletna. To jednak wydarzy się już po dwóch “wiosennych” kolejkach i powrocie do gry w 2024 roku. Zanim to nastąpi trzeba zakończyć rywalizacje w grudniu.
Tracą punkty tylko z najlepszymi
O Bayerze Leverkusen powiedziało się lub napisało praktycznie wszystko. 39 na 45 możliwych punktów w Bundeslidze oraz komplet w fazie grupowej Ligi Europy. W rundzie jesiennej za nimi 24 mecze, z których wygrali 21! Tylko trzykrotnie dzielili się punktami, a robili to z drużynami na zbliżonym poziomie – Bayern(2. miejsce w Bundeslidze), Stuttgart(4) oraz BVB(5). Ktoś powie, że poza RB Lipskiem nie byli w stanie pokonać czołówki. Trudno jednak czepiać się o remisy, skoro w pozostałych przypadkach przeciwnicy na ogół nie mieli najmniejszych szans. Średnia strzelanych goli – 2,8/spotkanie – to drugi wynik w ligach TOP5. Pod tym względem lepszy jest tylko Bayern, który w jednym mniej ligowym meczu strzelił pięć sztuk więcej. Oczywiście duża w tym zasługa Harry’ego Kane’a, który z 20 golami ma lepszy wynik od siedmiu drużyn ligi.
Bayer to drużyna z wieloma wschodzącymi gwiazdami. Już teraz wiadomo, że zimą rozpoczną się pierwsze podchody pod wielu graczy. Florian Wirtz będzie najtrudniejszy do wyciągnięcia, ze względu na status oraz cenę. Ale na Victora Bonniface’a, Jeremiego Frimponga, Jonathana Taha i wielu innych chętnych także nie zabraknie. Jednak najgorętszym nazwiskiem jest trener – Xabi Alonso. Dla wielu jasnym było, że poprowadzi zespół do lata i poczeka na wyjazd Carlo Ancelottiego z Madrytu do Brazylii. Tymczasem Carletto wcale nie musi opuszczać Santiago Bernabeu, co może być… zbawienne dla Bayeru. Niewiele jest przecież miejsc, które będą atrakcyjne dla baskijskiego trenera, a jednocześnie poszukiwać trenera “na już”.
W ostatnim tegorocznym meczu Bayer zmierzy się na BayArena z Bochum. O ile w ubiegłym sezonie ekipa z Zagłębia Ruhry była postrachem czołówki Bundesligi, o tyle w tym roku gra z nimi w kratkę. Albo remisy – 1:1 z BVB i 0:0 z Lipskiem – albo lania, jak w Stuttgarcie(0:5) czy Monachium(0:7). Patrząc na obecną dyspozycje lidera raczej bliżej do tego drugiego scenariusza, tym bardziej że Bochum poza domem zdobyło do tej pory ledwie 6 punktów.
Korzysta na pladze kontuzji
Latem Aleksandar Pavlović dostawał swoje minuty w trakcie okresu przygotowawczego Bayernu Monachium. Nikt jednak raczej nie wierzył, że ten 19-latek odegra jakkolwiek poważną rolę jesienią w Bawarii. Tym bardziej że przecież miało dojść do transferu Joao Palhinhii. Portugalczyk jednak na Allianz Arenie się nie pojawił, a Pavlović trochę musiał poczekać na swoją szansę. Epizody w meczach z Darmstadtem czy BVB wynikały także z wysokich wyników(8:0 oraz 4:0). Pierwsza poważniejsza szansa przyszła przeciwko Heidenheim, gdy wybiegł od pierwszej minuty. Po listopadowej przerwie na kadrę jednak dostał szansę jedynie w końcówce meczu z Kopenhagą w Lidze Mistrzów. Potem dwa razy usiadł na ławce, by… nieoczekiwanie wybiec w podstawowym składzie na Stuttgart. Przeciwnik z wysokiej półki, gra od początku, a zatem test poważny. Jednak zdany przynajmniej na 5, a może i na wyższą ocenę w skali szkolnej. Środkowy pomocnik zaliczył asystę, a mógł mieć dwie, gdyby… działał system VAR. Ten jednak miał kłopoty, stąd nieuznany gol Kima.
Co tu dużo mówić Pavlović wykorzystał nieobecność Joshuy Kimmicha oraz Leona Goretzki znajdując się w podstawowym składzie razem z Raphaelem Guerreiro. Po świetnym występie przeciwko jednej z rewelacji tego sezonu od razu pojawiły się głosy czy Bayern faktycznie potrzebuje wzmocnienia w środku pola. W tym momencie lista nieobecnych w ekipie monachijczyków jest naprawdę długa, a ławka rezerwowych w ostatnim spotkaniu nie wyglądała zbyt ekskluzywnie. Pojawiło się na niej zaledwie sześciu graczy, w tym bramkarz, 18-letni Noel Aseko-Nkili czy 20-letni Frans Kratzig. To najlepiej oddaje obecne możliwości kadrowe drużyny Thomasa Tuchela i nie może dziwić, że chciałby wzmocnić drużynę oraz rywalizacje wewnątrz niej.
***
Dobra wiadomość w Monachium jest taka, że do strzelania wrócił Harry Kane. Trzy mecze z Kopenhagą, Eintrachtem i Manchesterem United bez trafienia pokazały, ile znaczy dla ofensywnej siły rażenia zespołu. W tym czasie Bawarczycy trafili do siatki rywali zaledwie dwa razy – Kimmich we Frankfurcie(1:5!) oraz Coman na Old Trafford(1:0). To była najdłuższa “przerwa” Anglika od strzelania, odkąd latem trafił do Monachium. Przydarzyły się wcześniej dwa mecze – Kopenhaga i Freiburg – a teraz nieco wydłużył serie. Jednak w Monachium narzekać nie mogą, bowiem 20 goli na tym etapie sezonu oznacza, że utrzymanie takiego trendu dałoby wynik w okolicach 48-49 trafień na koniec rozgrywek i oczywiste pobicie rekordu Roberta Lewandowskiego z 2021 roku. Do tego jednak daleko i każda taka “seria” będzie utrudniać pobicie tego niesamowitego osiągnięcia.
Sprawdziany za Stuttgartem
Największa, poza Bayerem, rewelacja tego sezonu ma za sobą dwa najtrudniejsze sprawdziany. Ekipa Sebastiana Hoenessa grała właśnie z Bayerem oraz Bayernem i zgarnęła w tych meczach jeden punkt. O ile w Monachium nie było wątpliwości, kto powinien wygrać(3:0 dla Bayernu), o tyle domowej potyczki z Bayerem mogą żałować. Drużyna z miasta Mercedesa zwłaszcza w pierwszej połowie powinna przynajmniej trzykrotnie pokonać Lukasa Hradeckiego, a skończyło się tylko na jednym trafieniu. W drugiej połowie scenariusz się trochę odwrócił, ale finalnie punkt mogli rozpatrywać jako niedosyt. To nie był najlepszy dzień dla świetnego duetu Serhou Guirassy i Deniz Undav, który uzbierał już 24 gole, gdzie Gwinejczyk odpowiedzialny jest za 2/3 tego dorobku. Część rundy jesiennej jeszcze się leczył, zatem wynik mógł być nawet lepszy. Teraz jednak zespół powoli musi się przygotowywać do momentu, w którym Guirassy’ego zabraknie na przynajmniej dwóch pierwszych meczach wiosennych. To efekt rzecz jasna Pucharu Narodów Afryki, który da się we znaki wielu drużynom nie tylko w Bundeslidze. Zanim to jednak nastąpi Stuttgart zamknie rok meczem z Augsburgiem i raczej nie powinno być w nim wiele komplikacji.
Różne “nagrody” za fazę grupową
Niemcy mogą być zadowoleni z występów swoich drużyn w fazach grupowych europejskich pucharów. Poza słabym debiutem Unionu w Lidze Mistrzów, pozostałe ekipy zameldowały się w wiosennych rundach. Losowania różne, ale oczywiście swoje zdanie na ten temat mógłby powiedzieć RB Lipsk. Ekipa z dawnego NRD w fazie grupowej miała Manchester City, a teraz trafiła na Real Madryt. Wydaje się, że dla drużyny Marco Rosego 1/8 finału to będzie koniec rywalizacji w tych rozgrywkach. Z drugiej strony w poprzedniej edycji grali już z Los Blancos w grupie i potrafili pokonać ich u siebie 3:2. Pozostałe ekipy zadowolone. Borussia Dortmund trafiła na PSV, Bayern na Lazio, a z kolei w niższej randze pucharów Eintracht zagra z Royal Union Saint-Gilloise, zaś Freiburg z Lens. Bayer Leverkusen poczeka jeszcze na rywala i rywalizacje w LE rozpocznie od 1/8 finału.
Rozkład jazdy ostatniej kolejki Bundesligi w 2023 roku:
Wtorek:
Werder – RB Lipsk
Borussia Dortmund – Mainz
Hoffenheim – Darmstadt
Środa:
Union Berlin – Koeln
Bayer Leverkusen – Bochum
Eintracht Frankfurt – Borussia Moenchengladbach
Wolfsburg – Bayern Monachium
Stuttgart – Augsburg
Heidenheim – Freiburg