Skip to main content

Wciąż meczem z największą liczbą bramek pozostaje słynne starcie Borussii Dortmund z Legią Warszawa, gdzie było 8:4. Bayern jednak w pierwszy dzień edycji z nowymi zasadami napisał historię całej Ligi Mistrzów. Otóż nikt od 1992 roku nie strzelił tyle goli w pojedynczym meczu.

Dotychczas pojedyncza drużyna w Lidze Mistrzów (bierzemy pod uwagę tylko czasy po reformie ponad 30 lat temu) potrafiła strzelić maksymalnie osiem goli w jednym meczu. Nie mówimy tu też o żadnych eliminacjach, bo eliminacje to nie jest przecież Liga Mistrzów. To tak jakby w statystykach EURO lub mundiali brać pod uwagę kwalifikacje, zatem nie jest to logiczne. Omijamy wszystkie rundy kwalifikacyjne i też mecze Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, jak nazywały się te rozgrywki dawno temu. Jeśli jednak jest tu jakiś statystyczny freak, to… dla niego ma żadnego rekordu, bo obrazi się za uznawanie tylko wyników z czasów “Ligi Mistrzów”. Dla takiego tradycjonalisty rekordem pozostanie Feyenoord, który w 1969 roku pokonał aż 12:2 islandzki KR Reykjavik. Wtedy jednak nie było faz grupowych. Grało się rundę po rundzie, a poza tym udział brali tylko mistrzowie, to i uczestników było mniej. My pozostaniemy jednak przy terminologii “Ligi Mistrzów”.

Wobec tego jest kilka przypadków, że zespół zdobył osiem bramek w spotkaniu. Pierwszy z nich to wspomniana już Borussia Dortmund i mecz z Legią. Chyba każdy polski kibic pamięta sezon 2016/17, bo to jedyny, w którym polski zespół zagrał w Champions League w XXI wieku. Legia z BVB zresztą przegrała jeszcze na własnym boisku i to 0:6 na inaugurację. Kolejnym klubem, który ma na koncie osiem bramek w jednym meczu jest AS Monaco. Francuzi pokonali Deportivo aż 8:3. Dado Prso trafił wówczas do siatki czterokrotnie. Długo pozostawało to rekordem w liczbie strzelonych goli w całym spotkaniu – konkretnie aż 13 lat – do czasów aż przebiła to Legia z Borussią. Inne dwa kluby strzeliły przeciwnikom po “ośmiopaku” i same nie zanotowały przy tym straty. Real Madryt pokonał Malmoe w sezonie 2015/16. Cztery razy do siatki trafił tam Cristiano Ronaldo, a trzy razy Karim Benzema. Real zgarnął finalnie trofeum między innymi po słynnym trafieniu Sergio Ramosa z główki, którym doprowadził do dogrywki.

Jeszcze Liverpool pokonał 8:0 w 2007 roku Besiktas. To o tyle paradoks, że dokonał tego pod wodzą słynącego z defensywnego futbolu Rafy Beniteza. Były to oczywiście czasy takich legend jak Steven Gerrard, Jamie Carragher, John Arne Riise, ale w ataku zagrał chociażby… Andrij Woronin, postać trochę zapomniana. Hat-trickiem za to popisał się Peter Crouch. Rywali z Turcji dobił wchodzący z ławki Ryan Babel. “The Reds” dotarli wtedy do półfinału Champions League i odpadli po dogrywce z Chelsea. Piątym zespołem, który wbił osiem goli jest… Bayern. Chyba nie trzeba nawet przypominać o jakie starcie chodzi. Barcelona będzie to upokorzenie pamiętać do końca swojego istnienia. 8:2 wdarło się tak bardzo w serca jak dla Brazylijczyków 7:1 na mundialu w 2014 roku. Tej kompromitacji nie da się wymazać z kart historii.

Jeszcze nikomu – aż do 17 września 2024 – nie udało się strzelić dziewięciu goli w jednym meczu Champions League. Dokonał tego właśnie Bayern Vincenta Kompany’ego. Statystyka była brutalna – według Whoscored to aż 19 strzałów celnych z w sumie 29 strzałów. Biedny Ivan Nevistic tyle się nafruwał pomiędzy słupkami, obronił aż dziesięć strzałów, a i tak dziewięć przepuścił. Bayern nie miał litości i bardzo dobrze, bo tak się powinno grać dla kibiców – z polotem, ofensywnie, goniąc po następne bramki. Do przerwy wynik to zaledwie 3:0. Po niej zaczęło się strzelanie. Chorwaci byli absolutnie bezradni jak dzieci we mgle. Bayern z łatwością dochodził do okazji i potwierdził wyborną strzelecką formę po wcześniejszym wpakowaniu sześciu goli Holstein Kiel. Szaleje zwłaszcza Harry Kane – dopiero co przecież skompletował hat-tricka, a tym razem  czteropak. Aż trzy razy jednak zrobił to z Dinamem z rzutu karnego. Dwa ostatnie mecze i siedem goli – istna rewelacja.

Related Articles